7 prawd o mnie…

14 Lut 2017

Blog ma już ponad rok i przybywa Was tutaj. Was, czyli czytelników.  Niektórzy są z nami od początku, inni od niedawna. I faktem jest, że niewiele o sobie wiemy, prawda? Oczywiście większość z nas jest Mamą lub Tatą. Sporo z nas to Rodzice pracujący, wielu ma więcej niż dwoje dzieci, ale tak naprawdę to wszystko co o sobie wiemy…Prawda jest też taka, że o mnie wiecie niewiele.  To nawet ciekawe zjawisko, bo więcej wiecie o moich poglądach na życie i na wychowywanie dzieci niż o jakiś podstawowych faktach z mojego życia, które bardziej lub mniej mnie ukształtowały. Postanowiłam zatem trochę bardziej pokazać Wam jaka jestem tak na co dzień, tak na zewnątrz, a nie w środkuJ

Prawda 1 – „Jestem pracusiem”

To zdecydowanie cecha mojego charakteru, która bardzo wpływa na moje życie i na moja osobowość. Ja nie umiem siedzieć w miejscu. Pisałam Wam o. Jednak muszę Wam zdradzić, że odkąd skończyłam 16 lat pracuję. Oczywiście kiedy jeszcze się uczyłam w Liceum nie mogłam pozwolić sobie na jakąś ambitną karierę zawodową, dlatego pracowałam jako hostessa, niania, korepetytor języka angielskiego (dawno, dawno temu świetnie znałam język angielski :P).

Na studiach pracowałam znacznie, znacznie więcej. Studiowałam kulturoznawstwo (specjalizacja Rosjoznawstwo)  w Krakowie i muszę Wam się przyznać, że nie jest to jakoś bardzo angażujący kierunek studiów (no nie jest to prawo, medycyna, czy filologia) stąd możliwość pracy mimo studiów dziennych.  I tak oto zdobyłam doświadczenie jako ekspedient i merchandiser w sklepach odzieżowych, opiekunka do dzieci, korepetytor i w końcu instruktor tańca. W zasadzie to gdzieś na drugim roku studiów wiedziałam, że na pewno nie będę pracować jako kulturoznawca. Wtedy myślałam że będę uczyć tańca do końca swych dni…dziś jestem już na tanecznej emeryturze 🙂

Ale moje „bycie pracusiem” nie ograniczało się tylko do zawodowej części mojego życia. Jestem też „dyplomatką”, (czyli posiadaczką wielu dyplomów z najrozmaitszych kursów). Skończyłam między innymi kurs żeglowania, florystyczny, rysunku i prawie skończyłam kurs fotografii, kurs maltański oraz kilka kursów językowych.

W ramach „nie siedzenia” w miejscu musiałam też być aktywna ruchowo. I tak ukończyłam sportową szkołę podstawową (grałam w piłkę ręczną i miałam 12 godzin wychowania fizycznego i to były czasy!). Zimą korzystałam z zimowego szaleństwa na stokach (jeżdżę na snowboardzie). A w okresie studiów skoncentrowałam się na tańcu tak na 100%.

W zasadzie można było przypuszczać, że jako Mama też nie będę prowadzić życia jako qura demestica i znajdę sobie jakieś dodatkowe zajęcie. I tak oto powstało Turlu Tutu.

 

Prawda 2 – „Jestem fanką programów dla Kobiet”

Tak! Tak! Oglądałam „Perfekcyjną Panią Domu” (choć wolę tę wersję brytyjską), kocham Dorotę Szelągowską i wszystkie jej programy o tematyce wnętrzarskiej, od czasu do czasu zawieszę oko na programach kulinarnych np. „Ugotowanych”, czasem obejrzę „Panią Gadżet”. NIE oglądam za to telewizji śniadaniowej (jednak za długo trwają te programy). Nie jestem też fanką seriali telewizyjnych naszej rodzimej produkcji  (za to za zagranicznymi bardzo przepadam 🙂 ).

Muszę Wam jednak zdradzić, że jestem niezbyt zaangażowanym telewidzem J Zwykle bowiem oprócz patrzenia w ekran mam jakieś dodatkowe zajęcie np. prasowanie, obróbka zdjęć dla Turlu, zszywanie spinek, klejenie baz, pakowanie paczek dla Was…No nie jest tak, że siedzę sobie i nie robię nic praktycznego.  Tak się usprawiedliwiam J

 

Prawda 3 – „Mam jakieś 100 wymarzonych zawodów”

Kiedy byłam dzieckiem chciała być aktorką 🙂 Niezbyt oryginalnie, prawda? Z czasem jednak postarałam się o oryginalność i chciałam zostać osobą, która pakuje prezenty. Uwielbiałam patrzeć na Panie, które w okresie około świątecznym w hipermarketach pakowały prezenty dla klientów. Jako nastolatka bardzo intensywnie myślałam o architekturze wnętrz, ale przyznaję się – ostatecznie stchórzyłam i zrezygnowałam z tego ambitnego planu (choć na kurs rysunku technicznego się zapisałam).

Jako studentka byłam pewna, że będę „wieczorową” instruktorką tańca, która za dnia będzie organizować ludziom śluby. Ba! Nawet jako Mama miałam plan zająć się „ślubami” zawodowo 🙂 Swój ślub mogłaby urządzić jeszcze tak  dwa, trzy razy by osiągnąć pełnię satysfakcji. Marzyłam też o kwiaciarni, sklepie z ciuchami (uwielbiałam „realizować” wystawy sklepów, w których pracowałam), o restauracji, albo chociaż kawiarni. Przeszło i też przez myśl otwarcie Przedszkola i sklepu papierniczego. I wiecie co? W każdym z tych biznesów na pewno czułabym się spełniona 🙂

 

Prawda 4 – „Lubię Big Maca”

Jestem wielbicielką Fast Foodów. Wiem, wiem…Nie wypada mi, bo jestem Mamą i muszę dbać o zbilansowaną dietę dzieci. Przyznam Wam się jednak, że jednym z powodów dla których uwielbiam podróżować jest śmieciowe jedzenie 🙂 No czy może być coś lepszego niż kawa i Big Mac o 1 w nocy, gdzieś na trasie Ustroń-Gdańsk? Wiem, że większość z Was łapie się za głowę,. Absolutnie to rozumiem. Ja sama na swój rozum się łapię, ale jednak jakaś część mnie darzy miłością bezbrzeżną to śmieciowe jedzenie. Na swoje usprawiedliwienie powiem, że tak na co dzień gotuję zdrowo – ekologiczne jaja z wolnego chowu, zero kostek rosołowych i sosów z torebki itd.  Czasem tylko zgrzeszę.

 

Prawda 5 – „Jestem indestructible

Co to znaczy? Cóż…Ciężko mnie złamać…Nie tylko fizycznie, ale też psychicznie. Nie choruję w zasadzie wcale. Nigdy nie byłam na antybiotyku, a oprócz trzech porodów w szpitalu. Mój żołądek nie reaguje negatywnie na mix ogórka kiszonego z czekoladą, nawet 3 surowe ziemniaki go nie ruszą, bo tyle zjadłam w podstawówce by nie iść na sprawdzian z biologii. Do dziś pamiętam moje rozczarowanie. Sposób ten doradziła mi koleżanka, byłam pewna, że na sprawdzian nie pójdę, okazało się, że ostatecznie nic mi nie było…Poza tym mam wysoki próg bólu. Dentysta mi nie straszny, mam dłonie z azbestu i nie wiem kiedy nabijam sobie siniaki. Taki jestem trochę X-Men. Jestem też odporna psychicznie, ale to głównie przez specyficzny mix optymizmu i realizmu J

 

Prawda 6 – „Jestem taką gadułą, że z wszystkimi mam o czym rozmawiać”

Zdarzyło się Wam, że spotkaliście na swojej drodze osobę, z która nie mieliście wspólnych tematów i rozmowa się nie kleiła? Ja nigdy tak nie miałam. Zawsze mam o czym gadać. To dlatego, że mam masę wiedzy nieprzydatnej z wielu dziedzin. Czytam masę dziwnych artykułów z najrozmaitszych dziedzin i choć w na większości się nie znam, to jednak coś tam wiem…Mogę rozmawiać o  dzieciach, pracy w korporacji, prowadzeniu własnej firmy, problemach społecznych, życiu celebrytów, trendach w modzie, byciu fit, stolarce, śpiewie, zagrożonych gatunkach, smogu, kulturze niskiej i wysokiej oraz jak rasowy Polak znam się na sporcie, polityce, medycynie i religiiJ Przeważnie nie mam tak szerokiej wiedzy by forsować swoje poglądy, ale pogadać zawsze mam o czym i przeważnie wiem o czym mowa…Dlatego nie spotkałam jeszcze osoby, z którą nie znalazłabym wspólnego języka.  Muszę też przyznać nieskromnie, że jestem tolerancyjna i cierpliwa – -to też bardzo ułatwia sprawęJ

Niestety przez moje gadulstwo czasem mówię to, co mi ślina na język przyniesie i zaliczam przez to „wtopę” i całkiem nie chcący zdarza mi się kogoś urazić…Daleko mi do ideału…

Prawda 7 – „Nie jestem wrażliwa i nie jestem sentymentalna”

Zapominam o urodzinach bliskich. Zapominam o Dniach Babci, Kobiet, Chłopaka, Mężczyzny…Zapominam nawet o rocznicy ślubu. Kobiet ideał? No powiedzmy…Czasem naprawdę mi żal, że nie jestem sentymentalna, że nie chomikuje wspomnień i przedmiotów, że nie potrafię dbać o przyjaźń, tak jak powinnam. Wiem, że to rzeczy ważne i  które powinno się dbać, a jednak to nijak nie leży w moje naturze…

 

Jestem człowiekiem dość trudnym w obyciu, nie ukrywam. Jestem trochę lekkoduchem, sprawiam wrażenie, że nie stąpam twardo po ziemi, mam trochę swój własny świat. Z drugiej strony jednak jakoś sobie radzę i mam twardy tyłek. Jak to mówią moim bliscy nie pozostaję obojętna, mnie można albo kochać, albo nienawidzić. I w sumie się  z tym zgadzam.  I ogólnie to jestem dość uniwersalna –w niczym wybitna, we wszystkim średnio dobra:) Taka jestem. Taką siebie lubię. I choć mam wrażenie, że wyszedł i post dość nieskromny, nie będę nic zmieniać (mam nadzieję, że do listy moich cech nie dopiszecie „próżna”:) )…I tak poznaliście mnie trochę bliżej 🙂 To ja! Mam 32 lata, Męża, trójkę dzieci, bardzo dużą rodzinę, kocham taniec, rozkręcam firmę i staram się żyć pełnią życia. Cześć!

Jeśli macie ochotę w komentarzu możecie napisać choć jedną prawdę o sobie,

chętnie poznam Was bliżej:)

Facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail
  • Człowiek renesansu! Energia, pomysły – petarda! Haha, tak sobie właśnie Ciebie wyobrażałam, jak opisałaś. 😉 A tego Maca w trasie to też uwielbiam, chociaż ostatnio przerzuciliśmy się na Burger Kinga bo Blania woli frytki z niego. 😀 Haha, zła maaatka!