A gdybyś miała krowę…?

8 Lut 2017

Czasem brakuje już sił. Człowiek pada z nóg i gdy w końcu uda mu się usiąść wieczorem na kanapie, dociera do niego jak ciężki miał dzień. Takiego uczucia doświadcza na pewno wiele  z Was, a już na pewno doskonale znają je wszystkie Mamy. Ta minuta, w której nasze dziecko zasypia, jest godziną zero, prawda? To wtedy zaczyna się nasze drugie życie, na które często zwyczajnie nie starcza już sił. I jak tak człowieka przygniecie ta codzienność, te obowiązki wykonane lub zalegające to włącza się nam narzekanie…

Że tak nam ciężko, że czasu mało, że obowiązków dużo, że dziecko niegrzeczne, że marudzące, niejedzące, chorowite i nie śpiące i że w ogóle wszystko blee… I narzekamy! Miałcząco narzekamy! Marudząco narzekamy! Zdarza się!

 

Ostatnio spotkałam znajomego, tak przypadkiem, na ulicy. Nie widzieliśmy się jakieś 200 lat, więc oczywistym było  pytanie: „Co tam słychać?”. Miałam wielkie szczęście, że akurat byłam w niezłej formie psychicznej, więc odpowiedziałam, że wszystko u mnie dobrze! Zero narzekania, naprawdę! Na co mój kolega rozanielony wręcz zakrzyknął, że tak bardzo się cieszy, że nie zalałam go morzem wyznań, że ciężko, że czasu mało, że obowiązków dużo i że w ogóle bleee… Jak to później stwierdził, że wszystkie jego koleżanki-Mamusie to tylko narzekają, że się ich nie docenia, że siedzą w tym domu i do pracy nie chodzą, pasji nie rozwijają itd. Powiedział wprost cytuję:

„Babom to się naprawdę w dzisiejszych czasach w głowach się poprzestawiało!”

 

(nie bądźcie złe, to naprawdę fajny gość :)).

 

Zaczęłam nas nawet bronić, bo jakby nie było jak też czasem narzekam na swój ciężki los…Szybko jednak zrezygnowałam, bo słowa „w dzisiejszych czasach” uderzyły w stół i odezwały się moje wewnętrzne nożyce.

 

Opowiem Wam pewną historię…

Jedną z Kobiet, które szczerze podziwiam jest moja prababcia, którą miałam zaszczyt poznać. Kobieta ta udowodniła swoim życiem, że choćby nie wiem jak było ciężko w życiu, człowiek zawsze da sobie radę i gdzieś znajdzie wewnętrzną siłę!

Mojego Pradziadka w brutalny sposób zabrała wojna. Takie czasy wtedy były. Babcia została sama, z ośmiorgiem dzieci i całym gospodarstwem na głowie. Wyobraźcie sobie, że oprócz Waszych cudnych (czasem wyprowadzających Was z równowagi) dzieci, macie jeszcze kilkoro dzieci więcej, a do tego… pole z warzywami do obrobienia, pole zboża do skoszenia i jeszcze krowę, króliki, kury i świnki w chlewiku. Dorzućmy do tego Polskę, która dopiero odradza się po wojnie i brak wszystkiego. Ot, taka sobie perspektywa.   I przed wojną Rodzina babci była naprawdę majętna, patrząc na rozmiar gospodarstwa, jednak po wojnie wszystko się zmieniło…I nie będę wnikać w szczegóły, bo to nie ma znaczenie. Musicie uwierzyć mi na słowo, że łatwo Prababcia nie miała!

W momencie kiedy poznałam tę historię byłam za młoda i za mało doświadczona by zadawać sobie sprawę, jak życie Prababci musiało być trudne! Gdy zostałam Mamą dotarło do mnie, że już samo posiadanie dzieci jest dla mnie niewyobrażalnym wyzwaniem, a jeśli do tego dołożyłabym spore gospodarstwo?

I generalnie zawsze wtedy kiedy zachciewa mi się narzekać, wspominam historię Prababci! Życie tak ją doświadczyło, a Ona nie poddała się, nie rzuciła wszystkiego, samodzielnie ogarniała dzieci i gospodarstwo  (no z niewielką pomocą sąsiadów, którzy pomagali przy żniwach) i dożyła, myślę w szczęściu i miłości rodziny 90 lat.

Co z tą krową?

Wracając do mojego kolegi… Myślę, że jest jednak sporo prawdy w tym co powiedział o nas Kobietach. Popatrzcie jak mamy łatwo – mamy samochody, wyposażone doskonale sklepy, mężów, którzy są chętni do pomocy i którzy angażują się w wychowywanie dzieci, a i  tak narzekamy. Sama często łapię się na tym, że marudzę! Jednak w momentach kryzysu, gdy próbuję wziąć się garść powtarzam sobie w głowie pytanie: „A gdybyś miała krowę?”. I wiem, że my też mamy pod górkę, bo w pracy się czasem nie układa, bo trapią nieustannie choróbska wszelakie, których nie da się nijak pokonać, ale jednak popatrzcie wcale nie mamy, aż tak ciężko…nie mamy krowy, co najwyżej psa! 🙂

Także dziewczyny! Spinamy cztery litery, przestajemy narzekać i cieszymy się, że w dzisiejszych czasach nie mamy jeszcze na głowie farmy!

Trzymajcie się ciepło!

Facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail
  • Fakt, człowiek narzeka, a bywało gorzej 🙂 Tyle, że zawsze punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 🙂

    • Owszem…Ale zdecydowanie lżej się człowiekowi robi na sercu jak pomyśli ile tak naprawdę ma, a ile mu jeszcze brakuje:) Zależy odnosimy ten nasz punkt siedzenia:)

  • PIekna historia 🙂 Masz racje, kobiety dawniej miały trudniej, zwłaszcza z gospodarką…Z drugiej strony wtedy dzieci same się wychowywały, jedno drugie bawiło, dzisiaj oczekiwania są inne. Niemniej ja sama nie lubię narzekania, bo…według mnie to nic nie daje. Pod tym względem jestem szalenie pragmatyczna i zwyczajnie staram się nie narzekać 🙂

    • Ja też baaaardzo staram się odganiać od siebie „narzekanie”! I to też jest ciekawe, że kiedyś dzieci pomagały rodzicom i było to dla nic naturalne – nikt nie krzyczał „”to Twoje dziecko sama sobie je baw” 🙂

  • Matka Wielowymiarowa

    marudzenie to naturalna rzecz, ktora pomaga oczyscic sie z pewnych emocji i problemów. Współczesne kobiety maja po prostu inne problemy, ale faktem jest, że nasze prababcie i babcie były prawdziwymi heroskami. Karol Andras

    • Problemy owszem mamy inne, tylko czasem mam wrażenie, że nasze Bacie pewnie zdawały by pytanie: „ale w czym problem?”

  • naszebabelkowo.blogspot.com

    Zgadzam się, że kiedyś kobiety miały trudniej w sensie „technicznym”. Ale z kolei teraz mam wrażenie, że wywiera się na nas większą presję i oczekuje multizadaniowosci. Mamy być piękne i zadbane, odnosić sukcesy zawodowe, rozwijać swoje pasje, świetnie prowadzić dom i zajmować się dziećmi. Wtedy nie było takiego „parcia” na to wszystko – więc to zupełnie inne czasy i inne problemy, które trudno ze sobą porównywać.

    • Wtedy kobiety też musiały być multizadaniowe mam wrażenie…Kiedyś faceci nie angażowali się w wychowywanie dzieci prawie wcale, w sprawy domu też nie, w zasadzie mieli tylko chodzić do pracy, a Kobiety też musiały „chodzić w pole”…Plus często rodziły dzieci same, bez asysty lekarza, musiały umieć szyć, gotować itd., itd. Ja mam właśnie wrażenie, że od Kobiet zawsze wymaga się multizadaniowości! 🙂 I to dlatego, że dajemy sobie z tym radę:) A presję często to same na sobie wywieramy…to my mamy poczucie, że musimy być perfekcyjne:) Ile Kobiet chodzi do pracy, bo chce, a nie dlatego, że ktoś im to nakazał? Ile Kobiet nakłada makijaż dla innych Kobiet? I ile Kobiet się odchudza, mimo, że ich Mężowie mówią, że lubią kiedy ich Żona ma trochę „ciałka”? Ja wręcz powiem, że nigdy nie robię czegoś, bo czuję presję społeczną czy jakąkolwiek inną, ja wszystko co robię w życiu robię, ponieważ chcę, dla swojej własnej satysfakcji, albo dlatego, że to mój obowiązek lub powinność 🙂

    • I ja coraz częściej stwierdzam po prostu, że nie ma co dociekać, kto miał lepiej, a kto gorzej. To zupełnie dwa różne światy. Skupiam się na tym, co tu i teraz i staram się żyć tak, by mieć się czym cieszyc 😉