Bez nich nie przebrnęłabym przez wiosenne porządki…

10 Mar 2017

Po okresie mojego „zwisłego” humoru i nienawiści do sterty brudnych naczyń odradzam się z popiołów. Zawsze dopada mnie leń na wiosnę. Całe szczęście, że faza ta szybko mija i jak tylko promienie słońca zaczynają wpadać przez okno, zaczynają mi przeszkadzać brudne okna i prędzej czy później łapie za szmatę! Jako że jestem wprawionym „wojownikiem o czysty dom”, mam wypracowane kilka patentów na błyskawiczne i ekologiczne osiągnięcie zadowalającego stadium czystości mojego domostwa. Chcecie wiedzieć jakie?

  1. Woda z octem/płyn do szyb.

Podstawa mojej „czyścioszkowej” egzystencji…Na każdym piętrze w moim domu znajdziecie taki home made płyn do szyb! Bynajmniej nie dlatego, że tak lubię okna pucować… Nie! Nie! To czynność, którą z radością wykonuję tylko raz roku, wiosną…pozostałe razy to mus i nic co kojarzy się z przyjemnością! A roztwór chowam w łazienkach i kuchni po to by błyszczały moje płytki, by błyszczały baterie, meble na wysoki połysk, lustra, szyba piekarnika i mikrofalówka! Naprawdę uwielbiam, gdy moje baterie nie lśnią, bo to daje wrażenie prawdziwej czystości 🙂 Wiem, wiem…jestem szurnięta! To prawda! To moja obsesja – powierzchnie gładkie muszą błyszczeć! I nie miejcie wizji, że biegam na okrągło ze szmatą w ręce, niestety nie mam takiej możliwości, ale gdy zaplanowane mam sprzątanie biegam z płynem do szyb i sprejuję co się da!

 

  1. Soda oczyszczona i kwasek cytrynowy.

Tak się złożyło, że nie mogę do sprzątania używać produktów chemicznych. Środki, których mogę używać muszą być w 100% BIO. W tej sytuacji na ratunek pędzi moje ukochane trio – ocet, soda oczyszczona oraz kwasek cytrynowy. To nimi czyszczę dom. Oprócz sprejowania okien wodą z octem, raczę moje domostwo papką z octu i sody oczyszczonej, a także w łazience namiętnie rozkładam plastry cytryny.

Dla przypomnienia i dla tych, którzy nie próbowali jeszcze ECO- i BIO- porządków przygotowałam malutką ściągawkę 🙂

Soda oczyszczona ma nieprzecenione właściwości odkażające,  jest substancją delikatnie żrącą, co stanowi o jej cudownym działaniu czyszczącym. Do tego świetnie neutralizuje kwasy, a także pochłania zapachy. Aby skorzystać z jej  właściwości, możecie przygotować specjalny roztwór vel papkę z sody i octu – na pół szklanki sody oczyszczonej dodajemy 2-3 łyżki octu. Taka papkę rozkładamy na powierzchni, którą chcemy zdezynfekować, odkazić, wybielić, oczyścić i pozostawiamy na około pół godziny i przecieramy szmatką.

Natomiast gdy do pasty dodamy soli, w następujących proporcjach:

  • 1 szklanka sody oczyszczonej,
  • 2 łyżeczki  soli,
  • gorąca woda  (tyle, by móc zrobić pastę)

Z powodzeniem będziemy mogli wyczyścić piekarnik. Wystarczy pastę pozostawić na plamach na 5 min i już.

Sodą oczyszczoną wyczyścimy też dywan. Wystarczy równomiernie sodę oczyszczoną rozsypać na  dywan, a następnie za pomocą suchej szmatki wetrzeć ją okrągłymi ruchami. Pozostawiona na dywanie przez całą noc soda, dywan odkazi, wybieli i pochłonie wszystkie brzydkie zapachy. Rano wystarczy tylko odkurzyć dywan.

Poza tym,  ćwierć szklanki sody oczyszczonej można też wsypać do odpływu umywalki, wanny, prysznica i zalać połową szklanki octu, po czym przykryć odpływ na 15 minut. Zabieg ten doskonale oczyści  rury i odpływ z wszelkich zanieczyszczeń. Należ pamiętać by roztwór zalać na koniec 2 litrami wrzącej wody.

A dlaczego cytryna? Kwas z cytryny świetnie wybiela i odkarmienia. Na przykład na nalot z kamienia połóż plaster cytryny i pozostaw na 15 minut, a zalany wodą kwasek cytrynowy perfekcyjnie usunie kamień z czajnika.

I tu jedna ważna uwaga! Jeśli Wasz dom nie był sprzątany przez X lat to nnie oczekujcie cudów – środki BIO i ECO sprawdzą się idealnie pod warunkiem regularnego sprzątania przy ich pomocy. Niestety na brud kilkuletni trzeba wytoczyć chemiczne działa, taka prawda!

  1. Odkurzacz ręczny/bezprzewodowy/samochodowy.

Zwal jak zwal. Ważne, że odkurzacz ten nabyłam niedawno i kocham go miłością bezbrzeżną! Na pewno znacie to autopsji – po godzinnej zabawie ciastoliną, w ciszy i spokoju, podłoga pod stołem  jest w stanie koszmarnym. Cała usiana jest drobinkami neonowej ciastoliny. Podobnie rzecz się ma zaraz po śniadaniu, obiedzie, kolacji, malowaniu kredkami, dekorowaniu babeczek, no okruchy są wszędzie. Problem polegał na tym, że do niedawna byłam szczęśliwą posiadaczką odkurzacza na wodę. Wielkiego odkurzacza, z mocą ssania niczym tornado i gabarytami małego czołgu, do którego zawsze trzeba było nalać wody! I to był problem! Poważnie! Wyciągnięcie mojego wielgaśnego odkurzacza i nalanie do niego wody, było dla mnie ostatnią rzeczą na wish liście. Więc często jedynie zamiatałam podłogę, zmywałam mopem i dodawałam, że jest odkurzone… zamiast odkurzyć. Wiem, że leń ze mnie! Ale odkurzanie przez ten cholerny odkurzacz nie cierpiałam!  A do tego nasza podłoga wymaga codziennego odkurzania. I kiedy dzieci były całkiem małe i prowadziły podłogowy tryb życia, faktycznie odkurzałam codziennie. Dziś już nie muszę tego robić, ale bardzo chciałabym mieć czystą podłogę bez dodatkowego wysiłku. Dlatego właśnie Mąż kupił mi odkurzacz bezprzewodowy 2w1 🙂  I tak na co dzień nie muszę już wyciągać całego „odkurzaczowego osprzętu”, a jedynie mojego PowerPro i już! Odkurzacz ten jest bezprzewodowy i można go stosować także jako odkurzacz ręczny. Zawsze po śniadaniu w mig jestem w stanie z grubsza odkurzyć te wstrętne okruchy i już! A czołg wyciągam raz w tygodniu 🙂

Sama mam odkurzacz TAKI <klik> i bardzo Wam go polecam!

  1. Gąbka magic.

Cudowny wynalazek! Każdy kto m w domu dzieci powinien być wyposażony w tę właśnie gąbkę! Biała, niepozorna nasączona specjalnym płynem. I choć według producenta jej przeznaczeniem jest zmywanie artystycznych dzieł sztuki naszych dzieci ze ścian, to ja sama czyszczę nią też jasne fugi i generalnie wszystkie powierzchnie, które się brudzą a nie powinno się ich szorować. Na przykład jasne futryny drzwi, które zostały potraktowane butem, albo oponą roweru, albo ramy okien na których osiada kurz i brud wszelaki. Na pewno wiecie o czym mówię, zwłaszcza jeśli macie w domu chłopca. I tak gąbka magic idzie w ruch i doczyszcza absolutnie wszystko 🙂

 

 

 

  1. Pianka do czyszczenia tapicerki.

To cudo przyniósł i z pracy mój Tata i jestem mu bardzo wdzięczna! Absolutnie nic nie ułatwia mycia kanap, dywanów, wózków, czy na przykład zasłon jak właśnie pianka czyszcząca do tapicerki. Specyfik ten rozpylam, czekam aż „spuchnie” i zacznie działać po czym wycieram i ta-dam! Czyste! Cudowny wynalazek! Wyobraźcie sobie taki wózek, na który wylał się soczek, na spacerze. Plama trochę przyschła, bo nie było możliwości wyczyszczenia plamy od razu i co nas czeka? Szorowanie wodą z mydłem… A tak cudowna pianka, 30 sekund  i… czyściutko!

Naprawdę lubię sprzątać. Mnie to odpręża. A już tak najbardziej lubię czysty dom, w którym wszystko jest na swoim miejscu, w którym pachnie świeżością i czystością! Uwielbiam zasiadać w takiej ogarniętej przestrzeni. Rozumiem, że nie każdy lubi sprzątać, rozumiem, że nie każdy chce marnować cenny czas na latanie ze szmatą, ale jestem też zdania, że taka dobra organizacja sprawia, że czasu mamy więcej! Bałagan przyciąga bałagan, także taki w duszy.

Kiedyś, kiedy Bianka była naprawdę mała, a Hania i Ksawery jeszcze nie byli aż tak samodzielni jak są dziś było naprawdę ciężko mi wszystko ogarnąć. I przyznaję, że w natłoku obowiązków i pod wpływem Mam propagujących życie slow, mówiących, że nie ma sensu się szarpać, bo padnę trupem ze zmęczenia,  postanowiłam trochę sobie odpuścić. Odpoczywać, czytać książki, nie myć naczyń przed pójściem spać. I wiecie jak to się skończyło? Moją frustracją…Bo kiedy rano wstawaliśmy to kuchnia nie czekała gotowa do przygotowania śniadania, bo czasem brakowało małej, niewinnej, niemowlęcej łyżeczki, co często okazywało się być iskrą, która odpalała dynamit!  A już sam widok pełnego zlewu nie napawał optymizmem.  Pranie się zbierało i czekało na prasowanie, które z każdym dniem trudniej było zacząć, a kurz osiadał na lampach, półkach i czekał na wytarcie, co jak wiemy nie sprzyja czystości powietrza. Taki stan domu sprawił, że łapałam więcej dołów, że czułam się sfrustrowana i na pewno nie bardziej wypoczęta! Wytrzymałam niespełna 3 miesiące tej fazy pod szyldem „ masz dzieci, więc nie musisz tak bardzo”… Dziś już wiem, że czasem naprawdę trzeba po prostu spiąć cztery litery i pozasuwać, bo wtedy de facto ma się więcej czasu! Dobra organizacja i motywacja to klucz do sukcesu! I nie wierzcie w te bajki o tym, że nie musisz! Musisz się starać, musisz sprzątać, musisz pamiętać, musisz wstawać, bo jesteś Mamą i na tym etapie życia Waszej Rodziny to Twoja powinność. Na pocieszenie powiem Wam, że taki intensywny stan trwa tylko jakiś czas…A poza tym,  jak już umyje te naczynia leżące w zlewie, to mimo, że książkę czytam kwadrans krócej, wiem, że gdy wstanę rano w czystym domu, przez okno wpadać będą promienie słońca i żadna zgubiona łyżeczka nie zmąci spokoju dzionka. To naprawdę daje mi komfort…

A czy Wy lubicie sprzątać?

A może macie jakieś swoje złote sposoby na błysk w domu?

Facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail
  • Uwielbiam kwasek cytrynowy do odkamieniania czajnika 🙂

  • naszebabelkowo.blogspot.com

    Ja używam raczej standardowej chemii, ale najbardziej uniwersalnym gadżetem do sprzątania są dla mnie…chusteczki nawilżone dla niemowląt 😉

    • Taaak! Chusteczki też u nam były w ruchu kiedy ich używaliśmy:) Pamiętam, że nic tak nie rozprawiało się z rozlanym na kanapie sokiem jak chusteczki dla niemowląt:) Chemii używałabym pewnie gdyby nie przydomowa oczyszczalnia ścieków – „błąd młodości i niedoświadczenia”:)