Co najbardziej kocham w życiu? Przewrotność.

27 Lut 2017

Lubię się uczyć. Zawsze lubiłam. I nie chodzi mi tylko o naukę w szkolę. Najbardziej doceniam tę wiedzę życiową płynącą z doświadczenia. Prawda jest taka, że najwięcej wiedzy dla siebie wyciągam z sytuacji trudnych, które dają mi w kość. Nic mnie tak nie umacnia i uczy jak gorycz porażki, albo uczucie wstydu. Takie sytuacje wiele mnie kosztują i pewnie dlatego tak mocno na mnie działają. Tylko silne emocje przebijają się przez moją gruboskórność. I to właśnie kocham najbardziej w życiu, że potrafi zagrać mi na nosie, a często porządnie tego nosa utrzeć. Tylko w ten sposób mogą stawać się lepszym człowiekiem i nabierać mądrości życiowej.

Ludzie, którzy robią na mnie największe wrażenie i którzy moim zdaniem zasługują na miano autorytetów wcale nie mają  tytułów naukowych, osiągnięć w biznesie, czy fury pieniędzy. Mają mądrość życiową, nabytą dzięki całej masie  bogatych doświadczeń,  często trudnych, bolesnych, wbijających w podłogę.

Przyglądając się życiorysom tychże osób często czuje się szacunek, że ktoś mógł taką sytuację przetrwać i mimo bólu, porażki, czy pękniętego serca jest nadal szczęśliwym człowiekiem. Niestety w dzisiejszych czasach albo na szacunku się kończy,a twierdzę nawet, że doświadczenie życiowe nie robi już na nikim wrażenia. Mądrość życiowa dziś jest niczym wobec pieniędzy, kariery, fakultetów i tytułów. Taka dojrzała wiekiem i mądrością życiową osoba, często nie jest słuchana, bo nie zrobiła oszałamiającej kariery, bo jest niedzisiejsza, bo nie wie co to WI-FI i przerasta ja cyfryzacja. Od właśnie tej osoby jesteśmy często w stanie nauczyć się najwięcej. Jej głębokie spojrzenie na świat może sprawić, że zobaczymy sens życia, docenimy to co w życiu ważne. Badania pokazują, że przed samą śmiercią człowiek nie żałuje, że nie skończył kolejnego kierunku studiów, albo że nie miał bardziej ekskluzywnej kanapy, nawet nie był nigdy w SPA.

Ludzie w momencie śmierci żałują, że nie żyli naprawdę.

A gdybyśmy słuchali tych mądrych życiowo, doszlibyśmy pewnie do tego znacznie wcześniej niż na łożu śmieci. Bogaty wewnętrznie człowiek potrafi nam pokazać najlepsze rozwiązanie i wielka szkoda, że często nie chcemy tego słuchać. TO trochę tak jakbyśmy byli nastolatkami niesłuchającymi Rodziców..

Marzę by kiedyś być właśnie taką Babcią, do której wnuki będą przychodzić po radę i doceniać będą moją mądrość życiową. Jeśli oczywiście takową posiądę :P. I tu dochodzimy do sedna! Mądrość ta nie bierze się znikąd. Swoje trzeba przejść.

Oswoić porażkę

Kiedy chodziłam do szkoły sportowej uczyłam się nie tylko dyscypliny, waleczności i zdrowego stylu życia. Sport mnie nauczył przede wszystkim tego jak cieszyć się z tego co się ma. Wiecie dlaczego? Bo moja drużyna wszystkie mecze z kresem przegrywała.. (no 90% meczów). Na początku była rozpacz i wielki ból z powodu kolejnego przegranego meczu. W szatni wszystkie zalewałyśmy się łzami, zaczekałyśmy się, że nigdy już nie wyjdziemy na boisko i że mamy w nosie te wszystkie treningi, przebiegnięte kilometry i włożony trud. I nie powiem, jako nastolatka dotkliwie odczuwałam każdą porażkę…Do czasu. W końcu niejako zmuszone zostałyśmy (ja i moje koleżanki z drużyny) do tego, by po prostu cieszyć się tym, że gramy, że czasem wyjdzie nam fajna akcja zespołowa, że trafimy świetną bramkę. Czy zaczęłyśmy dzięki takiemu podejściu wygrywać? Nie! Ale wygrana nie miała już żadnego znaczenia! I przestałyśmy płakać.

Wszystkie łzy, które wtedy wylałyśmy sprawiły, że  dziś jestem naprawdę silna i nie muszę być najlepszą za wszelką cenę. Potrafię cieszyć się jak dziecko samą dobrą zabawą. Nauczyłam się dzięki temu szacunku do niedoskonałości. Wiem, że mogę upadać, bo potem zawsze można wstać z kolan i iść dalej i że tak naprawdę nic takiego się nie stało! Ta kompozycja sprawia, że jestem zupełnie wolna i posiadam jedną z ważnych cegiełek w budowaniu mądrości życiowej, którą będę służyć dzieciom i mam nadzieję wnukom. I czasem jestem postrzegana przez tych walecznych i rywalizujących jako „sierota skończona”. I nie jest to to kwestia braku umiejętności bynajmniej, ale braku choćby cienia ducha walki i konieczności zwycięstwa. Nie przejmuję się tym wcale, często bowiem okazuję się, że kiedy nie mam na sobie żadnej presji (szczucie wytworzonej) zwyczajnie radośnie wygrywam.

Wzloty i upadki

Życie potrafi dać nam niezłą nauczkę. Niemal zawsze, jak tylko zagram nieczysto, kogoś obgadam, niepotrzebnie skrytykuję, odbija mi się to czkawką. Cóż mogę rzec, nie jestem ideałem, jestem cholerykiem i gadułą. I absolutnie te cechy mojego charakteru sprawią, że często się wstydzę, albo żałuję, że powiedziałam za dużo, że kogoś skrzywdziłam, albo zasiałam w jego sercu niepokój…

Co ważne niemal zawsze dostaję za to swoje bezczelne zachowanie „karę” od życia. Moje słowa przeważnie wychodzą na jaw, wyrzuty sumienia mnie zjadają, staję w obliczu powiedzenia „przepraszam”, które nie zawsze łatwo przechodzi przez gardło. Przyznawania się do błędu jest w dzisiejszych czasach równoznaczne z porażką. Dziś króluje wolność słowa, opinii i każdy może bez konsekwencji robić krzywdę innym, tylko i wyłącznie z powodu odmiennych poglądów…(patrzcie: przedstawienie „Pokuta”). Mówienie przepraszam jest niemodne! Wręcz przewinie światem rządzi trend  „moja racja jest najmojsza, a Ty myśl co chcesz – mam to gdzieś!”. A przecież powiedzenie słowa „przepraszam” jest największym zwycięstwem, bo uszlachetnia, uczy nas pokory i sprawia, że ponosimy konsekwencję swojego mniej lub bardziej złego zachowania!

Kiedy dostaję takiego kopa w tyłek raz, potem drugi, potem trzeci w końcu do mojej blond główki dociera, że postępuję źle. Z czasem dostrzegam drugą stronę medalu, potrafię stanąć na miejscu tej drugiej krytykowanej osoby i potrafię nabrać dystansu…Oczywiście należy odróżnić brak konstruktywnej krytyki od żalenia się i potrzeby zwykłego wygadania się…

 

Finansowy krach

Idealnym przykładem na o jak życie może spłatać figla jest planowanie. Życie jest naprawdę „urocze” i potrafi zadbać o to byśmy się hartowali. Od taki niewinny okres wyprzedaży. Ciułamy pieniądze od miesiąca w nadziei, że sobie poszalejemy na shoppingu, albo pracujemy ciężko miesiącami na premię, którą chcemy przeznaczyć na wakacje życia…A co w odpowiedzi zsyła nam los? Stłuczkę samochodową, ziejącą ogniem i dymem pralkę do prania, żelazko, które samo jakoś spadło z deski do prasowania i cieknie…I nici z wyjazdu, nowej kurtki, torebki, upatrzonyh butów… Przykłady można mnożyć.

Oczywiście jest to „świetny” powód do tego by się lekko zdołować…Na szczęście zwykle żal szybko mija, wyprzedaże się kończą, a my jakoś nie potrafimy sobie przypomnieć jakież to perełki miałyśmy upatrzone. Życie toczy się dalej, a my stajemy się silniejsi. O ile uświadomimy sobie jak głupi rodzaj żalu czuliśmy…

 

Oczywiście przykłady, które Wam tu podaję są de facto błahe. Czasem faktycznie życie potrafi nas doświadczyć naprawdę dotkliwie. Poważne przewlekłe choroby, niepełnosprawność, utrata bliskiej nam osoby to prawdziwe monstra. Ale to jak wielki odczuwamy wtedy ból jest wprost proporcjonalne do osiągniętej mądrości życiowej. Jeśli uda nam się przekuć cierpienie w coś co uczy nas pokory, szacunku do życia, do ludzi, do świata to osiągniemy prawdziwe spełnienie, wolność. Choć zdaję sobie sprawę z tego jak moje słowa są nadto lekkie i cieśnie się na usta sentencja „łatwo powiedzieć”  to taka jest ta błaha prawda. Choć jest to niesamowicie trudne jest to zadanie!

 

 

Mnie samej bardzo pomaga wiara w to, że każde trudne doświadczenie sprawia, że staję się lepsza! Przewrotność życia potrafi mnie dziś rozbawić, a nawet zachwycić! No jakże mądrze skonstruowany jest świat! Obyśmy tyko potrafili dostrzegać sens porażki, cierpienia, bólu…Przecież wszyscy wiemy: „co nas nie zabije to nas wzmocni!”. I pamiętajcie ważne by żyć naprawdę!

Facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail
  • naszebabelkowo.blogspot.com

    Mam nadzieję, że to tylko takie Twoje refleksje – i że nie wydarzyło się nic smutnego czy bardzo dołującego w Twoim życiu, co skłoniło Cię do napisania tego posta. To prawda, życie bywa naprawdę bardzo przewrotne – więc ja się cieszę kiedy panuje w nim względna równowaga – i nawet jeżeli nie ma wielkich uniesień, to nie ma też bardzo bolesnych upadków.

  • Bo największa życiowa mądrośc nie płynie z kilku kierunków ukończonych studiów, tylko tak jak napisałaś, z doświadczenia życiowego 🙂

    • Dokładnie tak! To jedna z najpiękniejszych rzeczy, która możemy zdobyć w życiu! Nam daje wolność od problemów i możemy pomagać dzieki niej innym:)

  • Wiesz, podziwiam, bo przewrotność losu to nie jest dla mnie najlepszą cecha życia…Na pewno lepiej ją oswoić, bo wedy żyje się lżej

    • O wiele, większy lżej:) pokochacie wroga zawsze daje człowiekowi wolność!