Dlaczego nigdy nie będę znaną blogerką? Czyli wyjątkowy poradnik jak osiągnąć sukces w blogowaniu!

2 Lut 2017

Zwykle blogowanie zaczyna się albo od niewinnej potrzeby wygadania się albo od chęci zarobku grubego hajsu. Człowiek zakłada bloga i z czasem wchodzi w świat social mediów głębiej i głębiej, przy okazji zaczynając zauważać pewne mechanizmy rządzące blogosferą. Jeśli jest bystrym obserwatorem,  człekiem pracowitym  i ma wystarczająco ekstrawertyczną naturę, to w błyskawicznym tempie może zostać „nadzieją blogosfery”. A dlaczego ja nie zrobię kariery w tym wyjątkowym świecie? Nie jestem na tyle wyrachowana…

DYGRESJA: Zanim będziecie czytać post dalej chciałam zaznaczyć, iż liczę na to, że wszyscy znani blogerzy nie wezmą sobie moich spostrzeżeń do serca i nie będą podchodzić do nich zbyt personalnie! Nie wbijam żadnych personalnych szpilek, fakt czepiam się ogólnych prawideł blogosfery, ale przecież sami wiecie co robicie i bierzecie odpowiedzialność za to co robicie. Zaznaczam – nie podaję nazw blogów i nie wtrącam w życie innych. Treść ta to moje subiektywne odczucia dotyczące blogowania oraz szczere wyznanie, dlaczego nie robię tego czego w pewnym sensie blogowanie wymaga. Sama też zaliczyłam parę wtop. Mea culpa, ale pracuję nad sobą, bo ideałem nie jestem.
Całkiem przy okazji powstał taki poradnik w pigułce jak to zrobić by blog tętnił życiem.

 

„BLOGOWANIE TO NAPRAWDĘ CIĘŻKA PRACA!”

Pewnie kilka razy przeczytaliście gdzieś na blogach stwierdzenie, że pisanie dobrych jakościowo postów to naprawdę ciężka praca. Muszę Wam powiedzieć, że nie do końca tak jest. Często jest tak, że sama treść wpisu powstanie błyskawicznie, pod wpływem chwili, impulsu, jakiegoś doświadczenia. Wiemy jednak, że same słowa, treść to jednak nie wszystko. Do treści dochodzą zdjęcia, a obmyślenie i zrealizowanie samej sesji, przebranie i obrobienie tychże zdjęć są to czynności baaaardzo przyjemne, ale jednocześnie baaaardzo czasochłonne. Natomiast nie jest to ciężką pracą…Stworzenie takiego posta od A do Z zajmuje minimum 3 godziny.

W momencie, w którym tworzymy treść merytoryczną i musimy wykonać naukowy risercz, okazuje się, że pisanie posta to naprawdę zadanie na długie godziny! Jeśli dodamy do tego odwiedziny na innych zaprzyjaźnionych blogach , plotkowanie, promowanie, wrzucanie fotek na instagram to okazuje się, że blogowanie to faktycznie praca na etacie i to z opcją wypracowywania nadgodzin. Ale nie oszukujmy się, to nie jest ciężka praca, błagam! Zero stresów, zero zobowiązań. Przykład?

Nie napiszę posta choć powinnam była to zrobić według harmonogramu. Ale to nic! Powiem czytelnikom, że nie miałam nastroju, a chcę im podawać same wartościowe treści i już! Załatwione! Czytelnik to zrozumie, bo co mu tam? Przecież nic na tym nie straci oprócz chwili z Twoim blogiem… A do tego pomyśli sobie, że jesteś taka uczciwa wobec niego! A nasz kontrahent? Zwykle terminy, które są ustalane są na tyle luźne, że nigdy nie goni nas termin..Zresztą kontrahent też człowiek i wiele rozumie…

Co gorsza, tak naprawdę tylko niewielka ilość znanych blogerów regularnie pisze naprawdę wartościowe posty. Tylko garstka trzyma poziom. I wiecie co mnie w tym wszystkim martwi? My – czytelnicy!

Szczerze? Rzadko czytam posty bardzo znanych blogerów, którzy moim zdaniem piszą już tylko pod publiczkę lub pod sponsorów. Czytanie takich treści to dla mnie strata czasu. A jak już mi się zdarzy przeczytać jakiś post, to dlatego, że  na FB ma ponad 200 udostępnień. I zwykle łapie się za głowę. Co tu udostępniać? Często w tych postach nie ma ani grama wartościowej treści! Zwykle czytam, czytam, czytam i bach! Koniec posta i nicość, pustka…Nie biorę z tych napisanych przez blogera słów nic dla siebie. I wiem, możecie powiedzieć, że ktoś inny może znaleźć coś interesującego. Otóż powiem Wam tak, jeśli artykuł nie zawiera ani jednej merytorycznej informacji, to nie pomaga nikomu. Zwykle opowieść o swoich doświadczeniach zawiera choć cień rady, jakąś formę wsparcia, ale nie w przypadku tekstów, o których tu pisze! To po prostu puste plastikowe gadanie o niczym…

„MAM  CIĘ GDZIEŚ!”

Dlatego właśnie martwią mnie czytelnicy. Nagle okazuję się, że przestali oni widzieć wartość słowa pisanego. Ślepo udostępniają posty blogera, który nim stał się „osobą publiczną”, pewnie i pisał wartościowe treści. Teraz jednak, gdy bloger już wyrobił sobie markę, ma wszystkich gdzieś! Nie sądzę by jakikolwiek początkujący bloger napisał do jednego z swoich 500 fanów „mam Cię w dupie”! Alee…jeśli po dwóch latach od blogowania i pierwszych godnych podziwu sukcesach fanów jest 50 tysięcy, to już można ich „mieć w w głębokim dole”, prawda?

Nie rozumiem jak osoba, która jest fanem jakiegoś bloga po przeczytaniu stwierdzenia „mam w dupie co do mnie piszesz, bo blog to moje podwórko”, dalej jest fanem takiego bloga! Zrozum czytelniku, że niepostrzeżenie stałeś się tylko narzędziem  do robienia hajsu. I nawet, jeśli to obraźliwe stwierdzenie nie pada przeciwko Tobie, to w przyszłości  Ty możesz doczekać się takiego traktowania! Myślisz, że skoro innego człowieka autor bloga nie darzy szacunkiem, to darzy nim Ciebie? Otóż nie darzy, chyba że zawsze przyklaskujesz temu  co napisał w poście…

Jedną rzecz jednak muszę przyznać popularnym blogerom – są niesamowicie inteligentni, bo takie psychomanipulacje jakie ostatnio obserwuję w blogosferze mogą być autorstwa tylko wybitnie inteligentnych osób!

…………………………………………………………

………………………………………………………….

„JESTEM SOBĄ!”

„JESTEM PRAWDZIWA!”

„POKAZUJĘ SWOJE PRAWDZIWE ŻYCIE! ALE MOGĘ TEŻ KŁAMAĆ…”

„TO JA DECYDUJĘ CO CHCĘ POKAZAĆ”

Blogowanie jest modne. Taka prawda! Blogerów są tysiące. Przynajmniej połowa jest wartościowa, na wysokim poziomie. Jak zatem nie zostać igłą? Jak się wybić?

 

Po pierwsze: EKSHIBICJONIZM, czyli pokaż nam wszystko co masz!

Zauważcie jakie posty ciekawią Was najbardziej. Lubicie na pewno oglądać zdjęcia, na których bloger pokazuje jak wspaniale urządził swój gabinet, kuchnię, sypialnię, albo łazienkę… Takie zdjęcia to wspaniałe źródło inspiracji i wcale nie trzeba mieć dokładnie tych samych rzeczy co bloger…Nie, nie… Często korzystamy jedynie z porad lub recenzji gadżetów. Recenzja fajnego wózka, nad którym się zastanawiacie jest na wagę złota, prawda? Czy może być coś lepszego niż recenzja innej Mamy, która zna się na rzeczy? I tak blogerzy pokazuję swoje sokowirówki, odkurzacze, meble, samochody, a nawet farby, którymi malowali ściany. To jeden z elementów blogowania i tego się nie czepiam. Fajnie jest zobaczyć inspirujący pokoik dziecka i nie jest to krzywdzące dla nikogo, ale…

 

DYGRESJA: Absolutnie nic i do tego, czy ktoś pokazuje swoje domy czy dzieci. Po pierwsze – to jego sprawa co i jak pokazuje. Po drugie – jeśli bloger nie przekracza pewnych granic, to jego otwartość nie jest warta ostrej krytyki.

 

Coś co jest absolutnie dla mnie nie do przyjęcia, to pokazywanie dzieci w szpitalach, pokazywanie porodów, czy pisanie o kupach. Czy naprawdę uważacie, że zdjęcie dziecka, które jest w szpitalu, ma wbitą w rączkę igłę z kroplówką, to jest coś co powinno się pokazać? To jest dla mnie przekroczenie granicy. Człowiek wrzuca takie zdjęcie z premedytacją, bo wie jaki będzie odzew. Popłynie ocean słów pocieszenia, wsparcia i troskliwości od czytelników. Liczba odsłon podskoczy, zasięg się zwiększy – miodzio! I co tam, że po godzinie czytelnik już nie będzie pamiętał o cierpieniu tego dziecka. I błagam nie piszcie tutaj, że bloger potrzebuje wsparcia od czytelników, bo żyje z nimi jak w rodzinie! To bzdura. No chyba, że bloger jest człowiekiem z mentalnym problemem. Ja sama gdyby moje dziecko wylądowałoby w szpitalu szukałabym wsparcia u Męża, u najbliższych, a nie u obcych mi osób. A jeśli wsparcia szukam w Social Mediach to znaczy, że muszę się nad sobą zastanowić, czy aby na pewno wszystko ze mną jest w porządku! Dla mnie to bardzo smutne, że człowiek pozwala sobie na tak paskudne wciskanie kitu innym… Pomysł czytelniku, czy postąpiłbyś jak ten bloger? Po co wrzucać zdjęcie dziecka podpiętego do kroplówki na Instagram? Po co? W ramach inspiracji…? Pomyśl!

DYGRESJA: Nie każde zdjęcie ze szpitala jest problematyczne. Myślę jednak, że łatwo przekroczyć granice dobrego smaku, empatii i etyki, dlatego moim zdaniem lepiej nie wrzucać takich zdjęć wcale. Pomijam aspekt tego, czy dziecko chce by zdjęcie z jego wizerunkiem podpiętym do kroplówki wyszło na świat – to akurat kwestia do dyskusji…

Albo weźmy na tapetę zdjęcie Kobiety leżącej w wannie, oczywiście nagiej, z ułożonym na niej niemowlaczkiem. Wspólna kąpiel – proszę bardzo, to nie moja sprawa! Zdjęcie może i piękne dla Kobiety, dla jej Męża, ale czy dla mnie…? Po co coś takiego pokazywać? A no po to, że takie zdjęcie przyciąga wzrok, mój pruderyjny wzrok i męski wzrok i zazdrosnej kobiety wzrok…Ktoś kto akurat przegląda Instagram „zatrzyma się” na tym zdjęciu na bank, część facetów nawet zdjęcie polubi i zapamięta autorkę… Ale mnie naprawdę to nie kręci…Ani uda Mamusi z cellulitisem, ani pupka dziecka…I wciąż pytam? Po co? W ubraniu już nie było by fajnie, czy jak?

Albo Mama karmiąca piersią i robiąca sobie sefie tak, że dziecku niemal wyrywa sutka z buzi…I do tego komentarz: „Uwielbiam te momenty! Czy też karmicie piersią?”. Wiecie, gdybym się angażowała w takie zabawy to chyba z 500 razy już odpowiedziałbym na pytanie czy karmiłam i czy lubiłam karmić piersią…A jaki jest efekt wrzucenia takiego zdjęcia na Instagrama! Cóż…200 komentarzy: „tak ja też uwielbiam!”, „my karmiliśmy się do 10 miesiąca!” „ja karmię już trzeci rok i nie wyobrażam sobie, że kiedykolwiek przestanę…”. I w sumie z jednej strony znów należy podkreślić, że komentujące Mamy zwyczajnie czują się częścią jakiejś wspólnoty… A z drugiej, czy naprawdę rozmowa musi  być wywołana przez zdjęcie wyciągniętego na siłę sutka? Moim zdaniem nie musi…No w każdym razie bardzo liczę na to, że nie musi tak być i że stymulować do rozmów można w mniej ekshibicjonistyczny sposób.

I tu ujawnia się kolejny aspekt. To bloger pokazuje tyle, ile chce nam pokazać. Czy nie widzicie tutaj sprytnej manipulacji…? Bloger nie ujawnia czytelnikom, że jest w ciąży…i nagle… bach! Dziecko się rodzi, czytelnicy szaleją! „Ojejku! Dziecko! Gratulacje! A statystyki rosną, liczba odsłon rośnie, a bloger spija śmietankę z kontraktów na niemowlęce akcesoria, które podpisał będąc jeszcze w ciąży. Bloger wiedział doskonale jak nagłe ujawnienie ciąży zadziała na czytelników!

Albo czy zastanawialiście się, dlaczego bloger nie podaje imienia dziecka…A no po to, żebyście się pytali jakie imię wybrał, żeby napięcie rosło, byście wchodzili na bloga i czekali! Bo niby jaki może być inny powód? Ktoś ma jakieś pomysły? Nie dajce się w o wciągać…TO dla mnie czysta hipokryzja! Jeszcze, gdyby tego imienia nigdy nie planował podać, ale nieeee…Po miesiącu szaleństwa w statystykach imię w końcu dostępuje zaszczytu i zostaje ujawnione…Paranoja! Nie przekonują mnie, żadne blogerskie tłumaczenia, dlaczego ukrywali pewne fakty przed czytelnikami, skoro i tak je w końcu ujawnili…Dla mnie to sytuacje grubymi nićmi szyte!

Ale już największą hipokryzja jest nieustanne podkreślanie „Hej! Taka właśnie jestem! Klnę jak szewc, mam cięty język i zawszę mówię co myślę”…a dosłownie akapit później czytamy stwierdzenie: „nie mówię Ci wszystkiego, mówię Ci to co chcę, a może nawet kłamię, bo mam do tego prawo!”. Schizofrenia! Nie wiem czy to kwestia tego, że sporo czytam i dlatego przyzwyczajona jestem do pamiętania całości treści tekstów, a nie tylko aktualnie czytanego akapitu, ale widzę takie rzeczy. I szczerze mnie to przeraża, że można w jednym tekście (pisanym podobno bez emocji, na chłodno) dwukrotnie samemu sobie zaprzeczyć…

„TO MOJA MACICA!”

Aby odnieść sukces bloger musi być kontrowersyjny! Pisanie własnych hardcorowych opinii powiększa grono czytelników w zasadzie zawsze! Dlatego jeśli bloger, który pracuje nad byciem znanym, a odnotowuje spadek w statystykach, pisze post kontrowersyjny.

Tematy społeczne takie jak: karmienie piersią, wtrącanie się do wychowywania dzieci, choroby, antybiotyki, szczepienia to tematy pewniaki, które pociągną za język czytelników i poruszą statystykami.

I w sumie to nic złego, bo to stymuluje czytelników do częstszych wypowiedzi. A każdy komentarz pod postem jest przecież na wagę złota. Wszak to dzięki komentarzom blog tętni życiem. Czasem warto poruszyć takie tematy, ponieważ pokazują one jakimi ludźmi są nasi czytelnicy. Ale…

Jeśli bloger jest już do granic możliwości bezczelny, a do tego zajęty „prywatnym” życiem, a nie chce tracić punktów w statystykach, to zrobi kontrowersyjną fotkę (dziecko w lutym bez skarpetek) i nagle szaleństwo! Leci pierwszy hejt, a za nim hejty na hejtera i dalej hejt za hejtem i jest sukces! A potem tylko zgrabnie napiszę się post o tym, że ma się wszystkich gdzieś, że nikomu nic do tego jak bloger wychowuje swoje dzieci i już. Gwarantuje Wam, że wszyscy taki post przeczytają! A jeśli nada się mu jakiś atrakcyjny, zapowiadający jatkę, tytuł to już w ogóle sukces murowany! A najlepsze, że bloger specjalnie urządza to hejtowisko na swoim blogu! Wiecie co ciśnie mi się na usta? „To naprawdę miłe miejsce! Chcę zostać tu na dłużej!” [ironicznie oczywiście :P]. Jak wspominałam przykład „skarpetek” to desperacja powodowana moim zdaniem barkiem kreatywności i po trosze wyrachowaniem. A jeszcze wrzucanie na FB komentarza czytelnika, aby go wyśmiać i wyszydzić świadczy o ogromnej niedojrzałości…Po prostu niedojrzałości. I kropka!

Bloger wie, jak prowokować czytelników. Szkoda, że my-czytelnicy dajemy się łapać w te pułapki i pozwalamy na to by stać się nie organiczną częścią bloga, a jedynie dźwignią do jego sukcesu.

Zawsze można też sięgnąć po grubszy kaliber – In vitro, oklepany temat posiadania macicy, aborcja, religia, polityka to tematy pewniaki nawet w świecie blogów parentingowych. Pamiętajcie Polacy znają się na wszystkim!  Dla mnie jednak kontrowersyjne pisanie na te tematy to czysta desperacja. Są rzeczy, o których nie można mówić lekko, o których nie wolno mówić wszędzie i nie z każdym można omawiać. W przypadku trzech pierwszych przykładów to jest taki poziom intymności, na który nie wolno wchodzić poza kontaktami twarzą w twarz.

DYGRESJA: Oczywiście mówię tu to takich postach, które wprost hejtują. Jeśli ktoś napisze merytoryczny post na temat in vitro, ponieważ sam to przeżył i liczy, że komuś jego doświadczenia mogą pomóc, to nie widzę przeciwwskazań. To jest równie istotny element blogowania. Ważne by o takich trudnych tematach pisać ze smakiem, klasą i wyczuciem!

A ileż to też razy daliśmy się złapać na quiz na FB blogera –

„masz jedno dziecko – dajesz kciuk, masz dwójkę – serduszko, trójkę – uśmiechniętą buźkę”

albo

„jak ma na imię Wasze dziecko? Bo ja nie mogę się zdecydować, jak dać na imię dziecku w mym łonie”

albo

„w jakim jesteście przedziale wiekowym?” 

Znacie to? Daliście się w to wciągnąć? Bloger w ten sposób powiększa swój zasięg. I z jednej strony fajnie jest sobie pogadać… Czasem mam jednak wrażenie, że to nie o gadanie czy prawdziwą ciekawość swoich czytelników tu chodzi. Zwłaszcza, że bloger rzadko uczestniczy w tych rozmowach…Czytelnik w tym wypadku staje się narzędziem, szkoda, że nie ma on świadomości jak bardzo spłycona zostaje jego wartość…

Zdecydowanie bardziej lubię, kiedy autor mówi wprost – „Facebook tnie mi zasięgi, pomóżcie” (to niestety fakt, że zasięgi zostają ograniczane po to by właściciele fan-stron wykupywali reklamę). A jeśli chcę poznać swoich czytelników bliżej, zdecydowanie zadaje nieco bardziej wartościowe pytania, albo trochę bardziej „dla żartu, dla rozluźnienia, dla nabrania dystansu”…Szczerość przede wszystkim. Sama staram się wrzucać tyko to co naprawdę mnie rozbawi…

REASUMUJĄC

Kochani Czytelnicy pomóżcie mi zrozumieć,dlaczego bezmyślnie inwestujemy swój czas i energię w osoby, które mają Was nas w czterech literach? Czy naprawdę wnosi coś w Nasze życie nieustanne czytanie postów sponsorowanych? Drodzy Czytelnicy to nie jest kwestia Waszej winy, czy inteligencji! Nie! Nie! Prawda jest taka, że czytacie blogi dla przyjemności, odmóżdżenia się i z tego powodu tak łatwo dajecie się wciągnąć w tę manipulację…Pozostaje tylko pytanie, czy naprawdę  podoba Wam się TO, że jesteście maszynką do robienia cudzych pieniędzy…?

Oczywiście podkreślam, że jest cala masa naprawdę fajnych, wartościowych blogów, tworzonych przez szczere wartościowe, dobrze wychowane osoby! To u nich znajdziecie zdjęcie uśmiechniętego, ładnie ubranego dziecka i zdjęcie Mamy w maseczce z ogórkami na oczach. Znam masę blogerów, którzy piszą lekko, przyjemnie i zawsze przemycą coś wartościowego. Są to popularni autorzy, a mimo to nie robią nic na siłę, nie produkują fanów kontrowersjami i durnymi memami. Pną się na szczyt małymi krokami i tworzą blogosferę nie będąc złotymi i srebrnymi… nigdy nie dostali też miana „nadziei blogofery”, mimo że blogują już lat na przykład siedem. I może i dobrze, bo jeśli tak nędzna ma być ta „przyszłość blogosfery”, to jest to smutna przyszłość…

Ulało mi się…Kto dotrwał do końca, dziękuję! Jeśli i Was ostatnio ugryzła blogosfera zapraszam do wygadania się w komentarzach…Może potem z optymizmem spojrzymy w przyszłość!  A jeśli uznacie, że dość hejtu, to tylko przemyślcie temat, gdy następnym razem zobaczycie na Instagramie dziecko bez skarpet…

DYGRESJA: Tak oto napisałam lekko kontrowersyjny post, ze słowem d…w tle, za który zagarnę może nawet kilka hejtów i na pewno zwiększę liczbę odsłon…Jaka szkoda, że nie mam zielonego pojęcia jak stoję w statystykach, bo na blogu to ja na pewno nie chcę zarabiać i nie będę nigdy znaną blogerką!

Dzięki i buziaki!

Facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail
  • Matka Wielowymiarowa

    Ech, ja to chyba nigdy nie bede kontrowersyjna. Uważam slowo pisane za cos bardzo wartosciowego, dlatego unikam wulgaryzmow, za to u tych poczytnych blogerek wulgaryzmow jest duzo. Ja osobiscie sie tym brzydze. Przeklinam, ale nie gdy pisze. Co do braku skarpetek w lutym, to wiem o kogo Ci chodzi, ale darowalabym juz dziewczynie. Każdy kreuje się tak jak chce. Jezeli czytelnicy to akceptuja, naiwnie badz przytomnie, to jest tylko ich sprawa. Pewnie dlatego ja nigdy nie bede znana, ale czy mam z tego powodu plakac? NIE!!! Najwazniejsze jest dla mnie, by realizowac swoją pasję, a jest nią pisanie 🙂 serdecznie pozdrawiam

    • Powiem krótko: Zgadzam się w każdej kwestii:)
      P.S. Co do dziewczyny, nie chodziło mi by nad nią się pastwić:) Przykłady są wzięte od naprawdę wielu różnych osób, skarpetki to był, że tak to określę gwóźdź do trumny:)

  • Dobreeee. JEstem u siebie pierwszy raz i mogę śmiało napisać, że zostane na dłużej.
    To co piszesz to prawda, bolesna prawda. Niestety, jedena z blogerek którą obserwowałam ostatnio wrzuciła zdj dziecka na podłodze w szpitalu, bez skarpetek. Masa hejtu, rad innych mam, a ja sobie pomyslałam wtedy „wtf”. Serio ktoś tak nisko upadł aby robić w ten sposób zamieszanie? Dla mnie wartościowsze byłoby napiszanie tekstu i wrzucenie na bloga, bez statystyk, niż wrzucenie takiego zdjęcia i nabijanie statystyk. To nie ja, to nie moja bajka. Niestety coraz więcej tego „syfu” widzę i coraz bardziej mnie to wszystko odrzuca. Nie lubie tej sztuczności …

    • Taaaa…te skarpetki i w zasadzie to co działo się później to był ipuls do tego by dokończyć ten przygotowany post. Szczerze powiedziawszy to naprawdę czasem bardzo wkurzę się na to co widzę w Internetach…A najgorsze jest to, że im więcej nas blogerów, tym więcej takich szalonych, niewytłumaczalnych sytuacji…I to mnie nie tylko wkurza, ale i bardzo martwi, bo chyba dryfujemy powoli wszyscy w złym kierunku:/ Serdecznie pozdrawiam i cieszę się, że chcesz zostać na dłużej! Zapraszam jak najczęściej!

  • Podpisuję się! 😀

  • Ja może trochę inaczej, nie rozumiem hejtu. Niech każdy pisze co chce, jak chce, wrzuca zdjęcia jakie chce. Mamy swój rozum i wybieramy treści, które nas interesują. Jeśli coś mi się nie podoba to zamykam stronę i idę dalej, Nie bardzo rozumiem w jakim celu mam kogoś krytykować, obrażać, szkoda mi na to czasu i energii. Tyle jest głupoty na świecie, że jeśli miałabym opiniować wszystko co mi się nie podoba to nie wystarczyłoby mi na nic innego czasu 🙂 A dziecka bez skarpetek nie widziałam 😉 Pozdrawiam 🙂

    • Dokładnie tak jest jak piszesz…Hejt nie ma większego sensu. Ale zaznaczmy hejt, to nie to samo co krytyka:) Mnie właśnie chodziło o zwrócenie uwagi na to by nie dać się wciągnąć w gierki marketingowe, bo to psuje samą ideę blogowania…

  • Adrian

    Prowazenie bloga jest przeznaczone dla ludzi z pasją, którzy dają wartość innym. To praca pochłaniająca czas ale bardzo przyjemna, robiimy to po to by się dzielić swoim zyciem oraz wiedzą. „Sława” to tylko dodatek przynajmniej ja to tak odbieram 🙂

    Pozdrawiam

    Badzlepszymkazdegodnia

    • Dla Ciebie tak jest, dla mnie też, ale mam zwyczajnie wrażenie, że im dłużej się bloguje, tym łatwiej jest pomylić blogowanie z pracą w marketingu albo handlu:P

      • Czasem faktycznie trzeba potrafić się sprzedać, jeśli chce się dotrzeć do większego grona odbiorców. No bo niby skąd przeciętny Kowalski trafi do nas, gdy olejemy SEO, wszyskie social media itd? 🙂

        • Oczywiście „bycie” w social mediach to element blogowania. Fb, czy instagram przynajmniej w teorii mają to samo zadanie co blog – łączenie ludzi, tworzenie wspólnoty. To social media pozwalają nam trzymać kontakt z innymi i to jest ok. Mnie chodzi o to,że na blogach parentingowych nawet jak post jest o
          przepisach na dania dla dzieci to jest jednocześnie reklamą dań z torebki z gumą guar w składzie:) rozumiesz mój punkt widzenia? A ja sama totalnie nie znam się na SEO i jakoś funkcjonuję:)

  • Marlena

    Cudowny tekst 🙂
    Sama kiedyś prowadziłam bloga ale w odpowiednim momencie udało mi się wyłączyć.I od tego czasu moje życie zdecydowanie nabrało na jakości.Zamiast fotografować dzieci jak się bawią siadam i bawię się z nimi.Bardzo szybko odczulam że nie dla mnie to świat.Jak dostałam pierwszy raz w życiu ubranko dla dziecka brudne,jakby nonoszone odeslalam dziękując pięknie ale nie miałabym odwagi komuś tego polecić.Mamy z innych popularnych blogów pokazywały bez skrępowania i wtedy zrozumiałam ,że sciema na określenie takiej praktyki to jest mało powiedziane.
    Zgadzam się ze wszystkim co tu napisałaś w całej rozciągłości.Mało już mnie w tej sferze.Nie czytam,nie komentuje.
    Do was zajrzałam bo jestem fanką spinek więc obserwuje 🙂 i w zasadzie tylko takie miejsca przyciągają moją uwagę.
    Bardzo mądry tekst,w punkt.Brawo za odwagę

    • Dziękuję za ten komentarz:) Dodał mi skrzydeł, bo szczerze bałam się odbioru. Nawet dałam go do przeczytania bliskim, aby zapytać, czy nie jest przesadzony…Cieszę się, że całe blogowanie sprawiło, że jesteś dziś szczęśliwsza, bo myślę, że chyba tak właśnie jest:)

  • Ja do blogowania, jak i do większości spraw w życiu, podchodzę z dystansem. Poza tym, robię to z pasji. Jeśli kiedykolwiek stracę dystans lub pasję, to przestanę blogować.

    • Dystans naprawdę ułatwia zadanie! Myślę tak jak Ty, w momencie gdy stanę się wyrobnikiem do wynajęcia to blogowanie straci sens…

  • Bardzo, bardzo ciekawy wpis! Pokazuje blogową rzeczywistość 😀

  • Bardzo odważny wpis, tylko wiesz co? Mam wrażenie, że to nie czytelnik dobrze Cię zrozumie, ale właśnie bloger… Czytelnik daje się wciągnąć w te wszystkie tabloidowe tematy postów, gry z lajki i serduszka i kontrowersyjne wyznania/pytania. Widać to właśnie po najbardziej znanych blogach. Sama bloguję i dalej próbuję co z czym się je, jak pisać, co pisać i co publikować na fanpage. W pewnym momencie tak bardzo zakręciłam się w temacie blogowania, a raczej statystyk, że przestało mieć znaczenie cokolwiek innego. I ucierpiało moje życie prywatne. Wtedy odpuściłam. Piszę to, o czym chcę napisać – to co w danym momencie jest dla mnie ważne i co czuję. Zajmuję się blogiem, bo to moja pasja. Ale bez ciśnień. Nie próbuję już być jak te wszystkie znane blogerki. Zastanawiam się czy w ogóle chciałabym się taka stać… Wydaje mi się, że walka o czytelnika przypomina teraz wyścig szczurów, a ja nigdy nie chciałam do niego należeć ;).

    • Masz rację, jest pewna, że każdy bloger wie i widzi na co dzień to o czym piszę…Liczę na to, że choć kilku czytelnikom otworzę oczy…Chyba każdy zakręcił się na początku blogowania i część umiała zejść na ziemię i odpuścić, a część branie w to dalej, a kończy się to tak jak kończy…i tak jak napisałam:)

  • Magda Lena

    Od niedawna bloguję i raczej sławy nie zdobędę. Nie zamierzam zarabiać na blogu, chcę jedynie trochę się oderwać od rzeczywistości i dokumentować swoją pasję. Zauważyłam, że bardzo trudno jest wbić się w blogowe środowisko, gdy jest się świeżakiem, jest to trudna, wymagająca branża, często zależna i powiązana. Jednak do czego zmierzam… Twój wpis choć bardzo ciekawy i oryginalny, trochę podniósł mi ciśnienie! Poza pasją mam też trójkę dzieci a najmłodsze ostatnio było w szpitalu… Napisałam o tym! I nie zrobiłam tego z premedytacją! Chciałam jedynie opowiedzieć jak wygląda życie szpitalne z małym dzieckiem. Nie uważam tego za coś złego i niewłaściwego. Założyłam bloga z pasji i pewnie, że fajnie jak ktoś wdepnie polubi i pochwali, ale bez przesady. Gdybym wiedziała wcześniej jaki to jest wyścig szczurów… Ja w każdym razie dojrzewam do tego, że moje blogowanie ma być moją radością i nie chcę walczyć i iść po trupach, bo to nie moja bajka.

    • Będą 3 punkty:) Bagatela 700 znaków do przeczytania:P

      • 1.

        Droga Magda Leno:) Moich słów nie powinien brać do siebie absolutnie żaden
        początkujący bloger, ponieważ intencje jego blogowania są z założenia inne. Tak
        jak napisali w zasadzie wszyscy komentujący ten post – piszemy z pasji (zauważ,
        że komentarza pod tym postem nie zostawi żaden baaardzo popularny bloger). Z
        tego właśnie powodu mój post z założenia Nas-początkujących nie dotyczy. Cala
        psychomanipulacja zaczyna się znacznie później, kiedy fanów liczysz już w 10
        tysięcy i kiedy oferty współpracy podobnie warte są już tysiące złotych.

        Czytałam Twoje testy i są naprawdę bardzo przejmujące. Moim zdaniem nie
        przekroczyłaś granicy, dlatego, że intencja tego co piszesz od pierwszych słów
        była jasna – „chcę Wam zwrócić na to uwagę” i „chcę Ci
        opowiedzieć jakie są moje doświadczenia…może komuś one pomogą”. I tak
        jak napisałam w teście na górze, jeśli piszesz o szpitalu, bo chcesz komuś
        pomóc, bo liczysz, że ktoś nie popełni błędu, na który zwróciłaś uwagę, to
        tylko powinniśmy być Ci wdzięczni, że uchylasz cząstkę swojego prywatnego
        świata, aby pomóc. Dlatego, gdy czytałam testy nie pytałam siebie, po co to
        zrobiłaś…

        • 2.

          Celowo nie piszę konkretnych nazw blogów, bo uważam to za bezsens i wiem do
          czego mogłoby to zaprowadzić…Wierz mi jednak, że widać ko-lo-sal-ną różnicę
          między Twoimi postami, a tym co krytykowałam ja. A dlaczego napisałam, że nie
          wrzucałabym zdjęć ze szpitala? Bo naprawdę łatwo i zupełnie niechcący jest
          przekroczyć granicę, dlatego, że jesteśmy tylko ludźmi i popełniamy błędy.
          Wchodząc w świat blogosfery szukasz najlepszych dla siebie rozwiązań, form
          promocji, dotarcia do czytelników i na początku zawsze zaczynasz od wzorowani
          się na znanych blogerach. Ba! Większość blogowych doradców mówi wprost, że
          należy podpatrywać tych największych i robisz to, bo chcesz dotrzeć do
          czytelników. Sama tak robiłam. Przez jakiś czas wrzucałam Memy, szukałam jakiś
          zaczepnych pytań i napisałam kilka za bardzo osobistych komentarzy. Nawet kiesy
          publikowałam mój tekst o opowiadający o moich cesarskich cięciach nie byłam
          pewna czy nie przesadzam. Zawsze trochę nieświadomie, przez brak doświadczenia
          możesz napisać tekst, lub wrzucić zdjęcie, które z czasem uznasz, że było
          przekroczeniem Twojej granicy. I powtarzam raz jeszcze, że Twoje teksty są
          wzruszające i ty granicy nie przekroczyłaś – udało Ci się, ale już innemu
          początkującemu blogerowi mogło pokazać się „za dużo”. A prawda jest
          taka, że jak coś pójdzie w świat internetu, to już tam zostaje. Z czasem jednak
          człowiek poznaje mechanizmy, widzi zależności, które rządzą blogosferą i
          zaczyna czuć, co jest wbrew jego zasadom i zaczyna wyhamowywać, albo to olewa i
          idzie za kasą. To jest moim zdaniem ten moment w którym kończy się pasja, a
          zaczyna czysty marketing i pisanie zarobkowe. I to jest bardzo smutne.

          • i 3 aspekt:) Serdecznie zapraszam Cię do zapoznania się z moim tekstem „7 powodów,
            dla których czytam Twojego bloga” . Moim zdaniem spełniłaś wszystkie
            założenia tego o czym piszę w tym właśnie teście. Zadziałaś na mnie, poruszyłaś
            mnie, dlatego, że nie piszesz dla hajsu. Wyobraź sobie, że na końcu Twojego
            testu o Marcie i Lilce wrzuciłabyś recenzję jakieś urządzonka pozwalającego na
            sprawdzenie funkcji życiowych dziecka, gdy nie ma Cię obok niego. Czujesz to?
            Na 100% byś tak nie zrobiła, a blogerzy, o których pisałam ten tekst na górze
            tak właśnie by zrobili i wierz mi to by dopiero sprawiło, że byś zagotowała.
            (ja się zawsze gotuję, dlatego napisałam ten tekst, za dużo w ostatni tygodniu
            się naoglądałam takich właśnie wybryków)

            Zauważ też, że mimo, że mój tekst był trudny i rzeczywiście ma lekko
            hejterskie zabarwienie i rzeczywiście Cię zdenerwował, to ani ja nie napisałam
            Ci „mam Cię w d…, to mój blog jak Ci się nie podoba to spadaj”, ani
            też Ty, za co bardzo Ci dziękuję, nie rzuciłaś wrednym, złośliwym hejtem. Ba!
            Wręcz się obawiałaś krytyki! I to jest właśnie ta różnica. Obyśmy nigdy nie
            wpadły w tę pułapkę w którą wpadli popularni blogerzy..Mam nadzieję, że już nie
            czujesz nerwacji i rozumiesz o co i chodziło:) Ściskam mocno Ciebie i całą
            Rodzinkę! Życzę sukcesów w blogowaniu, oby kiedyś ludzie stawiali Cię za wzór
            blogera z klasą.

            P.S. Blogerzy, którzy moim zdaniem prawie nigdy nie przekraczają granicy i
            zawsze trzymają poziom to MartynaG, Julia Rozumek, Polka Dot, Kamperki (nawet
            kiedy wrzuca mema to jest naprawdę śmieszny), Mamine Skarby – poobserwuj jak
            działają:) Daj znać jakie masz przemyślenia! Trzymaj się i dziękuję!

      • Magda Lena

        O matko, żeś się rozpisała… Twój tekst mnie nie zdenerwował, raczej przyprawił o atak serca i mały wstrząs. Absolutnie nie byłam wkurzona raczej przejęta tym, że zrobiłam znowu coś nie tak i zwyczajnie głupio mi było, że napisałam coś czego nie powinnam. Ach, muszę się jeszcze dużo nauczyć i dowiedzieć. Człowiek jednak całe życie się uczy. Dziękuję za tak wyczerpujący komentarz, zapoznam się z tekstem i zajrzę do wskazanych blogów. A jeśli chodzi o tych niektórych blogerów, no cóż masz rację. Pozdrawiam 🙂

  • Atam. W telewizji, radio i innych mediach jest to samo. Wszędzie jesteśmy poddawani manipulacji. Prawda jest taka, że blogów i blogerów jest tylu, że nie sposób spamiętać wszystkich ich „wybryków”, co ma swoje dobre i złe strony.

    Jestem zdania, że trzeba robić swoje i nie przejmować się innymi. Ja niby też nie jestem za ekshibicjonizmem na blogu ale kto wie, czy za kilka miesięcy nie będę czuła potrzeby napisania czegoś bardziej prywatnego. I co wtedy? Pewnie napiszę 😉

    • I dobrze, że napiszesz, bo będziesz czuła taka potrzebę, a to już dobry początek:) Widzisz moim zdaniem jak intencja płynie z człowieka, a nie z jego kieszeni, to nie ma prawa powstać kiepski post. A ekshibicjonizm, czy racje uzewnętrznianie się totalne, jeśli służy dobrej sprawie ma nawet sens…Jest tylko jeden warunek – trzeba mieć altruistyczne intencje:)

  • naszebabelkowo.blogspot.com

    Ja uważam, że blogosfera jest trochę jak u Forresta Gumpa – jak pudełko czekoladek. Jeżeli trafisz na taką, która Ci nie smakuje – możesz ją wypluć i wcale nie musisz zjadać do końca. Tego się trzymam – i konsumuję tylko to, co trafia w mój gust i kubki smakowe.

    • Bardzo, bardzo dobre porównanie:) I taka prawda, że zawsze możemy się z bloga wyklikać…Ja sama, gdy pisałam ten tekst byłam rozgoryczona szczerze tym, że tyle ludzi zachwyca się bombonierką z wyrobu czekoladopodobnego:) Ale tekst mi pomógł się oczyścić:)

  • Wera

    Jestem tu przez przypadek,szukałam inspiracji do odnowienia pokoju córki i..
    zupełnie przez przypadek odkryłam coś.fuj..
    i muszę się odezwać. jest już.pani „popularna ” i to.tak.ze.pan z „bloga” „Nadia i jej tata” Bardzo bardzo mocno się zainspirował w jednym z wpisów dot. Pokoju Dziecka… nie lubię takiego ” zachowania” Bardzo!!! a pani gratuluję.dobrego tekstu szkoda ze.ktoś.w. Tak Dużym.stopniu się do niego przykleil…

    • W sumie to nie wiem co powiedzieć…Na pewno powiem: „dziękuję” za informację i miłe słowa:)

  • Gabi jesteś cudowna. NO ciężko się pod tym nie podpisać. zawsze się zastanawiam o co chodzi z tymi zdjęciami ze szpitala, z poródówki itp. Sama jestem już w 38 tc i nie zamierzam robić zdjęcia, jak jestem podpięta do KTG. Tak mam bloga parentingowego. Tak pokazuję dziecko, ale na miłość boską to co czasem ludzie (zwłaszcza na ista) robią z dzieci to naprawdę nóż mi się w kiszeni otwiera. Co więcej ich liczba lajków jest porażająca, bo zrobiono z maleństwa lalkę. Dwoisz się i troisz, chcesz przekazać coś mądrego i co…. nic.
    Bloguję ponad 3 lata i wiesz co mnie trzyma? Mała garstka czytelniczek, które piszą do mnie bardzo osobiste maile, z którymi mam naprawdę wspaniały kontakt (myśl sobie co chcesz – ale ja naprawdę mam takie czytelniczki od 3 lat, z krórymi wysyłamy sobie prezenty i kartki i z pewnością kiedyś się spotkamy).
    Co jeszcze mnie wkurza? Że karierę robią tylko bogaci. No bo jak jesteś mamą to bez lampki Miffy, najdroższych kocyków z wełny merinosa to się nawet nie pokazuj. Jak kosmetyki, to z najwyższej półki – a człowiek normalny raczej szans nie ma.

    Pozdrawiam!

    • I to jest właśnie piękne, że to relacja bloger-czytelnik podtrzymuje blog przy życiu!

      Rzeczywiście zapomniałam dopisać, że moje dzieci nie mają tylko
      drewnianych zabawek i że ich pokój nie jest wart kilkunastu tysięcy,
      więc nie za bardzo jest co pokazać:P A mnie osobiście faktycznie boli najbardziej, że staram się przekazywać jakieś naprawdę merytoryczne rady, w miarę „głębokie” myśli, a odzew jest znacznie mniejszy niż gdybym wrzuciła po raz enty przegląd zabawek dla 2-3 latka…Nie chcę jednocześnie przyznać, że takie mamy „konsumpcyjne i puste” społeczeństwo! Wierzę, że tak nie jest!

      • P.S. Dziś wieczorem debiutuję z Musso:)

        • Ojoj 🙂 ciekawa jestem, co mi jutro powiesz i jak pierwsze wrażenia 🙂 Miłego wieczoru zatem! :***

          • Randka bardzo udana…Byłam bliska zarwania nocy:) Dzięki:*

          • Ufffff 🙂 A tak poważnie – bardzo się cieszę 🙂 no randka z Francuzem musi być udana 🙂

      • No ale chyba jednak taka prawda 🙁 Każdy dla mnie ważniejszy wpis ma mniej wejść niż ten „mniej mądry”, że nie wspomnę o recenzjach książkowych, na które w ogóle mało kto zagląda :p no ale na szczęście w Klubie Mam tak wspaniałe dziewczyny, że z tego nie zrezygnuję 🙂
        ps. też mamy normalny pokoik 🙂

  • Aleksandra Ćmachowska

    Wartościowy tekst, nawet bardzo! Widzę, że zaglądamy na podobne blogi. Sama ostatnio nadrabiałam zaległości i zastanowiła mnie sytuacja ze skarpetką :). Nie patrzyłam w ten sposób, nie szukałam manipulacji. Nie to, żebym uważała, że nie ma jej w blogosferze, ale jakoś nie doszukiwalam się jej. Ja znam statystyki swojego bloga, zastanawiam się nad tytułem korzystając z planera słów. To wszystko nie dla sławy, ale pewnej rzetelności. Lubię jak post pod względem estetycznym jest dopięty na ostatni guzik, a treść cóż treść to zawsze sprawa blogera. Tak jak piszesz, blogowanie stało się modne. Na szczęście to my czytelnicy mamy prawo wyboru. W internecie jest wiele pułapek, ludzie chcą po prostu zarabiać hajsy. Stąd to od nas zależy czy odwiedzamy strony pozytywne i się motywujemy czy hejterskie i napawamy się nienawiścią, ba nieraz sami w niej uczestnicząc. Dlatego unikam takich zakątków i sfer blogosfery, po akcji skarpetkowej nie wracam więcej i już. Pozdrawiam ciepło.

    • Manipulacja ma to do siebie, że nie widać jej na pierwszy rzut oka. Być może dlatego, że w domu mam speca od marketingu to manipulację rozpoznaję momentalnie:) Wierzę, że czytelnicy nie są głupi, tylko ponieważ sami nie stosują manipulacji w życiu codziennym to nie doszukują się jej u innych – taka jest prawda…A niestety tam gdzie pojawiają się pieniądze, konkurencja tam pojawiają się też tanie chwyty.
      Mnie też łatwo jest powiedzieć, że nie sprawdzam statystyk, bo tak naprawdę blog jest tylko dodatkiem do manufaktury, więc nie dbam o niego w takim stopniu jak ktoś kto blogowanie traktuje jak w pewnym sensie zawód (zawód i pasję wszak można połączyć). Samo sprawdzanie statystyk, czy planowanie tytułów to część tej właśnie „pracy” i tego się tak naprawdę nie czepiam 🙂
      Żałuje jedynie, że czytelnicy marnują czas na blogi, które nie wiele dają, a nie poświęcają czasu na czytanie naprawdę wartościowych treści u blogerów mniej znanych, mających zaledwie 1000 polubień..Liczę, że z czasem te wartościowe małe blogi wypłyną i nie stracą na jakości. Tego życzę ich autorom!

  • Aleksandra Kujałowicz

    Prawda jest taka, że pisanie bloga jest dość łatwe, szczególnie gdy to blog składający się głównie ze zdjęć ładnych dzieci i nowej kuchni 😉 Takie merytoryczne, porządne blogi nie muszą sięgać do takich metody o których piszesz. Inna sprawa, że gazeta kolorowa zawsze będzie miała większy nakład niż poważny Tygodnik Powszechny dla inteligencji 😉

    • I to co napisałaś to niestety smutna prawda:) A już najsmutniejsze jest właśnie to, że to my czytelnicy zapewniamy sukces blogom i to my wybieramy kolorowe pisma…dlatego tyle wartościowych blogów nie może się przebić:)