Dlaczego życie z 3 dzieci, jest łatwiejsze niż życie z jednym Maluszkiem?

7 Lut 2017

Kiedy rodzi się pierwsze dziecko człowiek jest wyczerpany, zalicza jazdy hormonalne (jak na przykład płakałam z byle powodu, choć płaczę rzaaaadko i to z bezsilności a nie wzruszenia) i cały czas generalnie ma poczucie lekkiej dezorientacji. Do dziś pamiętam moje pierwsze wyjście do zwykłego spożywaczaka jako świeżo upieczona Mama – walczyłam z drzwiami wejściowymi, stresowałam się tym, że dziecko się obudzi i że zacznie płakać, a ja nie mam jak go nakarmić. Pomysł troszczenia się o  więcej niż jednego Maleńkiego człowieka wyglądał dla mnie całkowicie niewyobrażalnie. Jak Ci wielodzietni szaleni rodzice dają radę? – pytałam samą siebie.

Tak oto sześć lat później jestem takim właśnie wielodzietnym Rodzicem. I już wiem co i jak…i tak szczerze powiedziawszy, to nie jest takie złe. Moi znajomi z dawnych „bezdzietnych” lat, często otwierają oczy ze zdziwienia i pełnym wyrazem współczucia głosem mówią: „Masz pewnie ręce pełne roboty!” ” albo „Łoooo! Szacun!”. A samo posiadanie takiej ilości dzieci niejako „zmusza” inne Mamy do nazywania mnie dzielną! A przecież prawda jest taka, że każdy mógłby poradzić sobie z trójką dzieci…

 

Powiem Wam prawdę 🙂 Jest wiele aspektów, które sprawiają, że posiadanie trójki dzieci jest łatwiejsze niż posiadanie jednego… I choć pracy jest znacznie więcej, a czasu jest znacznie mniej i kłótni jest znacznie, znacznie więcej, to nie jest to takie najgorsze! Wyobraźcie sobie, że posiadanie trójki dzieci może być nawet łatwiejsze niż posiadanie jednego Maluszka! Tak! Dobrze przeczytaliście. Brzmię jak szaleniec?  Nie dziwcie się! A to dlaczego?

 

  1. Już wiesz co to oznacza BYĆ RODZICEM.

Choć zabrzmi to brutalnie przyjście na świat trzeciego dziecka jest już niejako „dodatkowym elementem” macierzyństwa. Na pewno nie jest to totalna rewolucja. Dochodzi więcej prania, dodatkowe obowiązki w postaci zmiany pieluch, pięć pobudek w nocy i trochę więcej oczu dookoła głowy, ale ogólnie to jakoś leci. Jedno jest pewne – nie musisz dostosować się do całkowicie nowej tożsamości! Gdy masz trójkę dzieci nie masz czasu na analizę. Nie liczysz ile godzin tak naprawdę spałaś, zapominasz zjeść obiad, bo jakoś w ciągu dnia to Ci akurat umyka, a o zmianach nastroju i szalejących zmiennych hormonach już nawet nie wspomnę. Po trzecim porodzie problem hormonów nie istnieje! Nie wiele rzeczy jest tak naprawdę w stanie wyprowadzić Cię z równowagi. Słowo panika jest Ci już obce. Ale co absolutnie  najważniejsze – zawsze jesteś w stanie zakasać rękawy i wziąć się w garść. Już wiesz, że musisz i wiesz, że dasz  sobie radę, bo dla Ciebie „obróbka dzieci” to pestka i problem tak naprawdę wtedy stanowi już tylko ich właściwe wychowanie. Jako Rodzic doskonale już wiesz, które rzeczy są ważne, a które można odpuścić. Czujesz się pewnie w swojej roli. I nigdy nie przyszło Ci do głowy, że będziesz w stanie sama robić takie rzeczy i tyle rzeczy z trójką dzieci u nogi!

 

  1. W błyskawicznym tempie uczysz się prosić o pomoc!

 

Z jakiegoś powodu, gdy masz tylko jedno dziecko czujesz, że proszenie innych o pomoc robi z Ciebie złą Matkę? Albo przynajmniej, że robisz coś złego? Wstydzisz się tego, że czasem potrzebujesz pomocy? Pytanie o pomoc to dla ciebie jakąś forma porażki, ponieważ tylko masz jedno dziecko? Prawda wygląda tak –  że nie ważne czy masz jedno dziecko czy trójkę, potrzebujesz czasem odpocząć , zadbać o siebie, oczyścić głowę,  bo zwyczajnie macierzyństwo może być dla Ciebie trudne. Dla każdego Rodzica wychowywanie dzieci jest rudne i bardzo wyczerpujące emocjonalnie! A ponieważ mam troje dzieci, to już nie łudzę się, że mogę robić wszystko całkiem sama. Nie jestem na przykład w stanie sama wychować dzieci na dobrych ludzi, wyedukować ich w każdej dziedzinie, poświęcić im 100% swojego wolnego czasu itd. Dziś już wiem, że bez wyrzutów sumienia i kompleksów mogę korzystać z pomocy bliskich!

 

  1. Korzystasz z nabytej wiedzy i doświadczenia.

Podczas gdy wszystkie dzieci mają inne temperamenty i potrzeby, ogromnym ułatwieniem jest to, że wykonywanie podstawowych czynności jest dla Ciebie automatyczne. Już potrafisz przygotować kaszkę bez termometru, zakładać pieluchę i wiązać chustę i rozróżniać rodzaje płaczu i kaszlu. Wiesz kiedy dzwonić po lekarza z powodu guza i kiedy trzeba zakładać szwy, bo plasterek nie wystarczy. Już poczytałeś o wszystkich możliwych podejściach wychowania dzieci i znalazłeś swój idealny sposób.  Pamiętam, że jako świeżo upieczona Mama zasiadałam w środku nocy na wizycie u doktora Google i czytałam o wysypkach… To było wyczerpujące i przytłaczające. Teraz spotykam się z  doktorem Google dużo rzadziej..

  1. Całkowicie machnąłeś ręką na sen.

Żyją na świecie ludzie, którzy zostali pobłogosławieni dziećmi przesypiającymi całe noce (lub zwyczajnie śpiące naprawdę dobrze), ale jestem przekonana, że to jest raczej wyjątkiem niż zasadą. Wciąż wspominam, że kiedy byłam świeżo upieczonym rodzicem brak snu był prawdziwym dramatem! To była okrutna i niezwykła kara. I bynajmniej nie dlatego, że dręczyły nas kolki. Mnie doskwierały ledwo przerywane pobudkami na karmienie noce. Nie znam bólu nocy dziurawych z powodu kolek. I nie powiem, zdarzały się noce z 3-4-5 godzinną dziurą, ale to nie była regułą, a mimo to brak snu odbijał się na moim mózgu. Ja zwyczajnie wolniej myślałam, byłam mniej błyskotliwa i ciągle o czymś zapominałam. Zmęczenie – to jedno z niewielu negatywnych wspomnień, które mam z tego okresu życia (poza tym mam same cudowne wspomnienia :)).

Takie zmęczenie towarzyszy jednak Mamom do czasu, gdy ma się troje albo więcej dzieci. Po pierwsze dlatego, że starsze dzieci już przesypiają noce i to daje Ci pewność, że „to się kiedyś skończy”. Po drugie jesteś już zahartowana w niespaniu. Twój organizm spiął cztery litery i nauczył się doskonale funkcjonować mając tylko 2-3-4 godziny na regenerację. Już nie stresuję się snem! To jest specjalna, wybitna umiejętność…naprawdę.

 

  1. Nie musisz zabawiać dzieci tak często.

Z jednym dzieckiem chcesz robić wszystko najlepiej, jak to tylko możliwie. Czytasz bajeczki przez godzinę codziennie i zabierasz ich na specjalne zajęcia muzyczne dla Maluszków. Planujesz fajne arty i crafty z plastelina, papierem kolorowym i farbkami w tle. I często czujesz się winną, ponieważ zostawiasz dziecko samemu sobie podczas budowania z klocków. Z czasem Jedynak zaczyna potrzebować towarzystwa innych  i tak zamiast nastawiać pranie rysujesz, a zamiast klepać kotlety dla Małżonka tańczysz, a zamiast odkurzać budujesz zamek z lego. To bywa frustrujące!

A z trojgiem dzieci, po prostu nie masz wystarczającej ilości czasu, by znaleźć choć te 30 minut dla każdego z dzieci. Czasami właśnie pozostawiasz ich samymi sobie z premedytacja. „Niech się bawią…” – myślisz i wychodzisz z pokoju bez cienia wyrzutów sumienia. Doskonale wiesz już bowiem, że po pierwsze: Ty tez masz prawo do tzw. świętego spokoju, a po drugie: dzieci faktycznie same wpadają na naprawdę fajne pomysły i bawią się fantastycznie w swoim własnym gronie. Mama nie jest im do tego zupełnie potrzebna! I choć zabawa w rodzeństwie to mieszanka wybuchowa, bo dzieci robią całe mnóstwo hałasu, co chwile się kłócą i robią makabryczny bałagan, widzę, że to dla nich niesamowicie ważne doświadczenie. Budują razem miasta, bawią się w szkołę, dom, przedszkole, restaurację, przygotowują razem teatrzyki, razem siedzą i malują, lepią z ciastoliny. Już mnie nie potrzebują. Powiem Wam, że widzę więcej plusów niż minusów zostawienia dzieci samymi sobie, ot, na przykład zawsze wzrusza mnie to jak potrafią sobie pomagać, albo tłumaczą sobie jak coś należy wykonać! Już nawet nie interweniuję podczas kłótni, ponieważ starsze rodzeństwo już umie rozwiązywać konflikty.

Co jest najzabawniejsze? Więcej jestem w stanie zrobić wtedy, gdy wszystkie dzieci są w domu, niż przed południem, gdy w domu zostaje mi tylko Bianka, a starsze dzieciaczki są w przedszkolu. Jednak moja nie-jedynaczka nie umie funkcjonować bez towarzystwa 🙂

 

  1. Masz grono małych pomocników.

Mamy jedynaków często przewodzą i wszystko robią w domu samodzielnie. W temacie obowiązków domowych są mistrzami i nie mają tak naprawdę potrzeby by rozdzielać zadania. W przypadkach krytycznych wyręczają swoje dziecko absolutnie we wszystkim, wychowując Maluszka na totalnie niesamodzielnego małego człowieka! I oczywiście robią to z miłości.

Prawda jest taka, że kiedy masz trójkę dzieci, musisz je usamodzielnić. Nie jesteś w stanie ubrać i rozebrać całej trójki (no chyba, że będziesz to robić pół godziny, a pozostali będą stać i się grzać nim dokończysz ubierać ostatnie dziecię).  Ale co najlepsze – łatwo też dochodzi się do wykonywania zadań wspólnie! Ja mam swoich własnych małych pomocników. Stopień uczynności oczywiście zwiększa się z czasem, ponieważ dzieci stają się starsze, ale nawet z naprawdę małymi dziećmi można wspólnie wykonywać obowiązki domowe. Przynoszenie pieluszek i kremów to standard. Mycie szyb też. Rozwieszanie skarpetek na suszarce, a potem roznoszenie ich do szuflad, też się sprawdza:) Dzieci mogą samodzielnie sprzątać swój pokój, robić kanapki dla rodzeństwa na kolację, rozładować zmywarkę (po wyjęciu przez mamę rzeczy cennych i ostrych). Ich pomoc pomaga mi zaoszczędzić czas i siły w ciągu dnia. I żeby nie było – czasem padam z nóg i nie mogę złapać zakrętu, bo ilość rzeczy na liście „TO DO” jest porażająca, ale w tym miejscu dochodzimy do najważniejszego punktu!

 

  1. Już wiesz, że to jest nie wiecznie.

Myślę, że największa różnica to świadomość, że ten stan nie będzie trwać bez końca. Jako mama jednego dziecka miałam ochotę, by każdy etap trwał wiecznie, a drugiej strony byłam bardzo ciekawa jak to będzie dalej, jak moje dziecko się zmieni. Poza tym trudności z jedzeniem, bezsenne noce, napady złości brzdąca, które wyprowadzają człowieka z równowagi to rzeczy, które miną, choć tak trudno sobie to wyobrazić.

Gdy jednak masz troje dzieci, przeżyłaś już naprawdę sporo różnych „etapów” i przetrwałaś wiele skoków rozwojowych. I wiesz już, że nic nie trwa wiecznie i ta świadomość pomaga ci „przerwać” z dużo większą łatwością. Poza tym wiesz, że to co przeminie, już nigdy nie wróci i zdecydowanie dojrzalej cieszysz się każdą chwilą spędzaną z dziećmi… nawet największym buntem dwulatka.

Powiecie pewnie: „Hej już przy dwójce dzieci tak jest!” . A ja przekornie Wam odpowiem i tak i nie. Z jednej strony jest się już wprawionym rodzicem, jest się bardziej zahartowanym, a dziecko owszem ma kompana do zabawy, ale….

Po pierwsze CZAS. Jako Mama dwójki dzieci zdecydowanie krócej pełnisz tą rolę (lub jeśli odstęp czasu między dziećmi jest spory to rolę tę pełniłaś mniej intensywnie).  Stąd i Twoje zahartowanie jest mniejsze i wciąż masz więcej energii by np. angażować się w zabawy. Zapewne zawsze ingerujesz w kłótnie dwójki swoich dzieci, prawda?

Po drugie STOSUNEK 🙂 Stosunek dzieci-rodzice wynosi 1:1. Kiedy Ty zajmujesz się młodszym, Tatuś bawi się ze starszym. Kiedy idziecie ulicą Ty trzymasz za rękę jedno dziecko, Tatuś trzyma drugie. Kiedy obudzą się w nocy jednocześnie – Ty wstajesz do jednego, a Tata do drugiego. Teraz wyobraź sobie, co dzieje się w tym czasie z trzecim, gdybyście je mieli? HA? Taka zagwozdka…Ty chodzisz z wózkiem i z dzieckiem przy wózku, Ty wstajesz do jednego dziecka, a Tata biega między łóżkami dwójki pozostałych dzieci, a zabawa zawsze odbywa się w większym gronie (czasem nawet dojdą nawet koledzy z przedszkola) 🙂

Po trzecie NIE EKSPERYMENTUJESZ. Codzienność z pierwszym dzieckiem to poligon doświadczalny, z drugim to czas wprowadzania zmian na lepsze, a przy trzecim masz już swoje sprawdzone patenty – zero eksperymentów, same fakty:)

 

Dobra kończę, bo znów się rozpisałam 🙂 Fajnie jeśli udało się Wam dotrwać do końca! Rozważcie zatem kolejne dziecko, bo będzie Wam łatwiej 🙂 Tylko pralkę koniecznie kupcie dużą i zmywarkę na 12 kompletów. Trzymajcie się ciepło!

P.S. Zapraszam Was na kolejny post, bo nie oszukujmy się na wielodzietne macierzyństwo można patrzeć z przymrużeniem oka, a jednak czasem jest się bliskim skoku z okna:) Ja znalazłam patent, który pomaga mi przetrwać te absolutnie najtrudniejsze chwile i rodzicielskie kryzysy! Post czekać będzie na Was już w czwartek rano – do poczytania do kawy:P

Facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail
  • Dzieci w takiej gromadce super potrafią się bawić ze sobą. ale też kłócić niestety 🙂

    • Taaaa…Szczerze? Kłótnie są dla mnie najgorsze! Zwłaszcza, że u mnie same mocne charaktery po rodzicach 🙂 Gdyby nie to, że tak często się spinają to już w ogóle miałabym luz… Choć ufam, że to tylko kwestia czasu i sami nauczą się rozwiązywać konflikty! Intensywnie pracuję nad tym by nauczyli się sami dochodzić do kompromisów:)

  • Super dzieciaczki

    Oprócz całego doświadczenia , najfajniejsze jest to gdy dzieciaki razem zaczynają się bawić 🙂

    • Tak to jest fantastyczne doświadczenie i choć nie jestem typem wrażliwca często widok ich bawiących się mnie wzrusza:)

  • ja-matka

    „6” podoba mi się najbardziej 😀

    • Mnie też, bo nie lubię „rozładowywać” zmywarki – robią to dzieci:) Taka ze mnie wyrodna Matka:)

  • Ja żałuję, że od razu po pierwszym, nie zdecydowałam się na drugie dziecko, teraz one kłóciły by się między sobą, a nie, że syn się ciągle z matką wykłóca 😉

    • Cudowne! 🙂 Naprawdę mnie rozbawiłaś w ten ponury dzień:) Wiesz co? Rozumiem Cię, u nas poszło hurtem i w zasadzie nie miałam zbyt wiele czasu na analizę zysków i strat. Po prostu u na zdecydował po części los, bo planu jako takiego nie było (choć wiedziałam, że chcę mieć więcej niż jedno dziecko). A tak to już jest, że z każdym rokiem trudniej podjąć decyzję o kolejnym dziecku…Aaaaale tak naprawdę w każdej sytuacji są plusy i minusy i nie ma rozwiązania ani lepszego ani gorszego:)

  • Marlena

    Czy te trzy księżniczki na końcu to twoje dzieci?
    Ja mam dwie panny 5 i 3 lata.Bardzo bym chciała jeszcze jedno,może być dziewczyna 🙂
    Przemyślenia mam bardzo podobne i doszłam do podobnych wniosków więc coś w tym musi być
    Jednym z najważniejszych argumentów jest dla mnie fakt,że będą siebie miały gdy nas kiedyś zabraknie.Sama mam jedną siostrę i wiem,że to zdecydowanie za mało.
    Pozdrawiam

    • To nie moje dzieci 🙁 Choć szczerze wyobrażam sobie siebie w roli Mam trzech córek tak jak Ty:) Ja mam syna prawie 7 lat i dwie córeczki 5 i 3 latka (dokładnie tak ja TY, więc pewnie mamy sporo wspólnych tematów). Nie pokazuję zdjęć dzieci, bo tak postanowiliśmy z Mężem, dlatego wspomagam się zdjęciami stockowymi. Mam nadzieję, że nie czujesz się oszukana…:)
      Ja też mam tylko brata i też żałuję, że nie było nas więcej, bo widzę jak u nas najmłodsza córa łączy starsze rodzeństwo. To taka magia – bo choć syn i córka to trochę dwa światy introwertyk i ekstrawertyczka na potęgę, to najmłodsza córa potrafi sprawić, że ich światy się spotykają choćby tylko w zabawie. To niesamowite patrzeć na coś takiego. Wiem, że gdybyśmy nie mieli trzeciego dziecka kontakt między pozostałą dwójką były inny (może nawet gorszy) 🙂

      • Marlena

        Nie czuję się oszukana 🙂 doskonale rozumiem .
        Ja będąc w ciąży z Ala byłam pewna ze noszę pod sercem chłopca,potem w drugiej nie ukrywam ze też czekałam na chłopca.A teraz naprawdę z radością usciskałabym kolejną dziewczynkę.W tym momencie płeć nie ma dla mnie żadnego znaczenia.
        Jestem pewna ze dwójka dzieci to dla mnie mało 🙂
        Pozdrawiam 🙂

  • Obudziła się we mnie duża sprzeczność przy fragmencie, w którym napisałaś, że przy dwójce dzieci stosunek rodzic-dziecko wynosi 1:1. Może dlatego, że w moim wypadku najczęściej jednak wypada dwoje dzieci na jednego rodzica, co wynika z wykonywanej przez nas pracy i tego, że praktycznie non stop się mijamy. Z drugiej strony jednak widzę dużo rodzin, które spełniają założenie 1:1, więc pewnie jesteśmy jakimś wyjątkiem od reguły 😉 A poza tym, jest w tym co napisałaś wiele prawdy 🙂 Pozdrawiam!

    • Tak, masz sytuację że tak powiem nieprzeciętną…Ale jednak jak już jesteście we dwoje, to jednak stosunek wypada 1:1…Niestety czasy są takie, że często stosunek wypada 1:2 (jak u Ciebie), albo 1:3 (jak nierzadko u mnie)…

  • Nigdy nie patrzyłam na to z takiej strony, ale faktycznie niektóre z wymienionych przez ciebie punktów są dość przekonujące. Ja za miesiąc rodzę pierwsze dziecko. I jestem totalnie przerażona. Nie wiem jeszcze jak to jest z jednym, więc gdy ktos mnie pyta czy planujemy dla córci rodzeństwo, z miejsca panikuje… Skąd mam wiedzieć, skoro jeszcze nie wiem jak się żyje jednym dzieckiem. Oczywiście znam plusy i minusy, jednak teoria a praktyka to zupełnie inne rzeczy. Ale dobrze czytać, że posiadanie większej ilości dzieci nie jest takie straszne 😉

    • Nie jest…Choć powiem Ci, że człowiek ma zawsze obawy przed tym czego nie zna…Myśl: „czy dam sobie radę i jak to bedzie?” towarzyszy Mamom zawsze…Najtrudniejszy, ale jednocześnie najpiękniejszy, jest według mnie moment w którym znajdujesz się Ty. Pojawienie sie dziecka to rewolucja, zmiana życia na totalnie inne od tego co znamy, później już jest z górki:) Wszak trening czyn mistrza:) Życzę Ci łatwej końcówki i wspaniałego rozpoczęcia nowej życiowej drogi! A czy dasz sobie radę? Oczywiście! Wszystkie dajemy radę!

  • trafiłaś Gabi w samo sendo. jako mama jedynaka martwiłam się o wszystko, o te drzwi w sklepie, o ogarnięcie wszystkiego co wokół. POtem poszło lawinowo. Teraz jako mama trójki jakoś łatwiej, mniej myśli o to co mało istotne. Więcej zaradności i co dziwne – więcej czasu tak ogólnie. Mimo, że moje teraz najmniejsze 5 miesięczne dziecię jeszcze miesiac temu przesypiało 7-8 godz w nocy , teraz budzi się niemal co 3 h, a średnie każdej nocy żąda abym go do siebie jej pokoju przenosiła, to ośmielę pokusić się o stwerdzenie, ze nie jest źle, nie jest tak trudno. A kiedy za dwa lata zaczną się bawic współnie to już bedzie idylla 🙂

    • Tak będzie! I choć do szału pewnie będą doprowadzać Cię ich kłótnie i będziesz mieć wyrzuty sumienia, że nie poświęcasz wszystkim tyle samo czasu to bedzie zdecydowanie łatwiej! Naprawdę mnie trochę wkurza podkreślanie, że im więcej dzieci tym trudniej…Specyfika każdej Rodziny jest inna, wszyscy mamy trudne momenty i już:)

  • Z pewnością tak jest. My mamy w towarzystwie same rodziny z jedynakami i tylko jedną parkę, co ma trójkę. 4 lata, 2 lata i noworodka. Ale oni ogarniają temat… Kurde, aż człowiek oczy przeciera z niedowierzania. 😀