„Jaka mądra! To po Mamusi….”

14 Mar 2017

Jakże lubimy przypisywać sobie udział w sukcesach innych ludzi. Najłatwiej robić to w przypadku dzieci, bo co by nie mówić, w ich sukcesach często maczamy palce. Nie tylko dlatego, że wytrwale dniami i nocami jesteśmy blisko naszych dzieci, uczymy je, powtarzamy i dbamy o ich równomierny, zdrowy, aktywny rozwój, ale także dlatego, że to krew z naszej krwi – nasze geny. Czy aby na pewno tak jest?

„Urodę ma po Mamie, ale mądra jest po mnie…”

Wyobraźcie sobie, że najnowsze badania pokazują, że geny nie mają większego wpływu na nasze umiejętności czy inteligencję. To nie dzięki Rodzicom mamy talent matematyczny, czy lekkie pióro. Dzięki prężnie rozwijającej się dziedzinie nauki zwanej neurobiologiom dowiadujemy się, że nasze umiejętności zależą przede wszystkim od tego jakie tworzymy dziecku warunki do rozwoju mózgu… I tak – talent taneczny objawia się w domu tancerzy, talent muzyczny muzyków, techniczny inżynierów…Dzieje się tak dlatego, że nasze dzieci życią w naszym świecie i takie dajemy warunki ich mózgom do rozwoju…

A mózg można rozwijać, wzmacniać, dokładnie tak jak mięśnie.

Mały człowiek – mały geniusz

Wyobraźcie sobie, że mózg niemowlęcia jest aż cztery razy lżejszy od mózgu osoby dorosłej, a mimo to posiada on prawie taką samą liczbę neuronów (czyli bagatela około 100 miliardów). Do tego do mniej więcej 10 roku życia aktywność neuronów dziecka jest dwukrotnie większa od aktywności neuronów dorosłego! Dzieci to naprawdę mali geniusze, ot co! Wniosek zatem płynie jeden – trzeba kuć żelazo póki gorące i póki mózg naszego dziecka chętnie i bez wysiłku przyswaja wiedzę.

 

Ha! I jeśli myślicie, że motywuję Was tu do stanięcia w wyścigu szczurów, że będę Was tu teraz zachęcać do bardzo intensywnej edukacji Waszych dzieci kosztem ich dzieciństwa! To od razu wyprowadzam Was z błędu. Nie chodzi o to by dziecko uczyło się mechanicznie, chodzi o to by rozwijało swój pęd poznawczy przez zabawę!

Aby mózg naszego dziecka przyswajał wiedzę potrzebne są dwa czynniki –

– entuzjazm i spokój!

Warunki idealne do rozwoju to…

„Uczenie się to ciągły proces wzmacniania istniejących sieci nerwowych, kształtowania nowych sieci i integrowania ich ze sobą nawzajem”. Co zatem należy robić by mózg dziecka chciał się rozwijać z radością i bez wysiłku?

Musimy zapewnić mu różnorodność doznań!

Zauważyliście na pewno, że zupełnie małe dzieci są jakoś mądrzejsze w dzisiejszych czasach. I to nie dlatego, że nasze pokolenie, czy pokolenie naszych rodziców było rzeczywiście mniej inteligentne. Po prostu w dzisiejszych czasach do nauki i edukacji w pierwszych trzech latach życia Rodzice podchodzą w sposób bardziej kreatywny. Rozbudzamy ciekawość naszych dzieci, odnosimy się do ich zainteresowań, angażujemy wszystkie zmysły naszych dzieci, a edukacja odbywa się wyłącznie przez zabawę! I to dlatego nasze Przedszkolaki są takie mądre! Ponieważ większość z nas świadomie  i bardzo sumiennie zapewnia mózgom naszych dzieci różnorodność.

 

Problem zaczyna się w szkołach…

Pamiętacie te lekcje w szkole podstawowej, albo w Liceum, kiedy to nauczyciel dyktował Wam do zeszytu jakąś mądrą książkę? A potem musieliście wkuwać słowo w słowo notatki by dostać „detę” z klasówki…No kto miał takiego nauczyciela? Ja miałam! I to nawet dwóch… 🙂

Nic więc dziwnego, że większość z uczniów traci zapał do nauki tuż po zakończeniu edukacji wczesnoszkolnej. W klasach 1-3 dziś znacznie kreatywniej pochodzi się lekcji. Nauczycielki są zdecydowanie bardziej zaangżowane (w większości przypadków) i bardzo dbaja by przejście z przedszkola w szkolne mury było łagodne. Wszystko to pryska jak bańka mydlana w starszej podstawowce i wraz z skokiem rozwojowym przychodzi kryzys edukacyjny!  Mądre, ciekawe świata dzieciaki, spędzają 45 minut w szkolnej ławce, przeczekując bezmyślnie wykład nauczyciela…To musi skończyć się porażką i wyhamowaniem rozwoju mózgu naszej latorośli… To taka niespodzianka – najważniejsze dla rozwoju inteligencji naszego dziecka jest interesująca go relacja nauczyciel–uczeń–NEURONY. Tylko ona umożliwia proces efektywnego uczenia się.

 

„Zainteresowany” mózg to zainteresowany uczeń. 

 

Efektywny proces nauczania to miks ciekawości poznawczej, z którą dziecko się rodzi, zaangażowania w zaspokojenie tejże ciekawości, podanej, niejako przy okazji, wiedzy teoretycznej i na koniec emocji. Mózg uczy się efektywnie poprzez doświadczanie, ruch i zmysły. Przekazanie suchych faktów nie zapada  w pamięć tak, jak odkrycie tego samego poprzez własne doświadczenie. Do tego wszystko musi się odbywać w przyjaznej atmosferze – wiadomo!

 

 

„Nic, tylko tablet i telefon”, czyli rzecz o motywacji wewnętrznej!

Ja rozbudzić w dzieciach ciekawość świata i chęć zdobywania wiedzy? No na pewno nie dając dziecku tablet, telefon i dostęp do netflixa. I to nie tak, że nie wolno dziecku puszczać bajek, albo czasem usadzić na kanapie z tabletem – jestem zdania, że wszystko jest dla ludzi i sama korzystam z takiej „niani”.

Ważne jest to, byśmy w momencie nauki angażowali się w to nauczanie całym sobą, ponieważ wtedy dzieci odpowiedzą takim samym zaangażowaniem. Motywacja płynie z dzieci, z ich wewnętrznej potrzeby poznania świata, dlatego jest rozwój Maluchów jest tak intensywny i tak skuteczny! I niech to trwa…

Zauważcie, że kiedy dzieci są małe jakoś łatwiej nam przychodzi rozbudzanie tej ciekawości. Jako świadomi Rodzice wiemy, że dziecko może się ubrudzić, coś zepsuć oraz że potrzebuje różnych bodźców do rozwoju swoich umiejętności i  osobowości.

Nasz zapał, a co za tym idzie zapał dzieci, spada gdy dziecko jest już duże. Z jednej strony to zrozumiałe…Po tylu latach intensywnego wychowywania naszej latorośli, co raz bardziej tęsknimy za własnym rozwojem. Często też zwyczajnie jesteśmy pochłonięci edukacją młodszego Rodzeństwa… I tak starsze dzieciaki wpadają w kleszcze skostniałego systemu edukacji, który nie stymuluje rozwoju mózgu, a wręcz przeciwnie… Mobilizujemy dzieci do nauki wizją dobrobytu w dorosłym życiu, co naszym zdaniem możliwe jest do osiągnięci tylko dzięki papierkom z wyższej uczelni… Ilu z nas słyszało w życiu? „Zrób jakikolwiek papier by mieć co wpisać w CV…”. Wszystko jedno jaki papier, ważne aby ten papier mieć…To smutne, ale taka jest prawda i tak działa dzisiejszy świat…

Świat póki co ciągle wymaga od nas „papierków”, choć system edukacji nijak ma się do tego, czego potrzebujemy by nasz mózg mógł się rozwijać! A przecież wcale tak nie musi być!  To zła droga!

Mózg naszych dzieci nie reaguje na  motywację zewnętrzną. Tak na logikę… Motywacja zewnętrzna zabija w naszych dzieciach taki naturalny pęd do wiedzy, chęć zbadania nieznanego, dociekliwość, czyli wszystko to, co skalda się na efektywną  pracę mózgu! Mózg nie lubi przymusu, nie pracuje intensywnie i nie osiąga najlepszych dla siebie wyników.

Powiem Wam, że ja zrobiłam „papier”, mam magistra i nie pracuję w zawodzie i nie planuję…Ba! Ja już po pierwszym roku studiów wiedziałam, że na pewno urzędnikiem, korespondentem, czy naukowcem nie będę. Sama jestem stworzona do zawodów artystycznych, gdzie nie ważny jest tak naprawdę „papier”, a talent i umiejętności, których nie zdobędzie się czytając książki, albo słuchając wykładów..I tak jak są zawody, w których studia koniecznie trzeba skończyć, tak są zawody, w których studia nie są obligatoryjne! Choć ja nie tym tutaj chciałam pisać, to zdaje się być temat na osobny post…:P O tym pogadamy w przyszłym tygodniu…

To wszystko to sprawka hormonów!

Wykonywanie przyjemnych dla nas czynności uruchamia wydzielanie adrenaliny, noradrenaliny, dopaminy, oraz peptydów – endorfiny i enkefaliny. Wymienione substancje mają wpływ na emocje, dzięki nim odczuwamy szczęście. Jesteśmy rozentuzjazmowani, a entuzjazm najlepiej stymuluje nasz mózg i zachęca go do nauki!

Najważniejszym hormonem w procesie uczenia się jest dopamina, ponieważ zwana jest ona  „substancją ciekawości” i wydziela się tylko, gdy doświadczamy czegoś zupełnie nowego.

Jeśli zależy Wam na efektywnym przyswajaniu wiedzy musicie znaleźć jak najwięcej nowych sposobów jej przekazywania. Taki proces „przyswajania wiedzy” jest najbardziej efektywny i najprzyjemniejszy.

Drugi człowiek

Nie da się ukryć, że w procesie nauczania ważny jest też drugi człowiek. Najpierw są to Rodzice- Mama ucząca dziecko kolorów, mowy, mieszania, wycinania, ubierania butów, czy Tata, który uczy kopania w piłkę.  Z czasem dochodzi stymulowanie mózgu dzięki współpracy z innymi. Praca w grupie łączy się z duchem (zdrowej) rywalizacji, rozwijającą burzą mózgów i kreatywnością.

Oczywiście My- Rodzice nadal pozostajemy najważniejszym komponentem w procesie rozwoju naszego dziecka, ponieważ z czasem nasze zadanie ewoluuje. Gdy dzieci podrosną nie możemy koncentrować się stricte na nauce w szkole, a powinniśmy zacząć nasze dzieci inspirować! Wy też musicie pałać entuzjazmem i chęcią poznania świata! Jeśli sami spędzacie czas na zamknięciu się we własnym domu, w własnym wygodnym i bezpiecznym świecie, nie miejcie złudzeń, że Wasze dzieci także nie będą pałać chęcią poznania czegokolwiek, czyli w skrócie chęcią do nauki!

 

Każde dziecko jest geniuszem. Każde dziecko może nauczyć się czytać i pisać i liczyć bez uczucia straty dzieciństwa. Każdy mały człowiek może osiągnąć szczęście i satysfakcję, a geny nie mają tu nic do rzeczy! To nie jest tak, że dając dziecku szansę na odkrycie świata zabieramy mu coś najcenniejszego, jest wręcz przeciwnie! Swobodne i głębokie eksplorowanie świata to coś do czego nasz mózg został stworzony, warto więc z tego skorzystać, tylko róbmy to z głową… Jak zawsze! Każdy człowiek jest inny – to nie nowa teza. Wystarczy zatem znaleźć patent, odpowiedni sposób na stymulowanie mózgu naszych dzieci, wtedy problemy z nauką będą nam obce. Jeśli Wasze dziecko uwielbia sport, a książki go odrzucają, uczcie się „w terenie”, starajcie się wprowadzać eksperymenty, wprowadzajcie rozmaite przyrządy naukowe, filmy, zdjęcia, albumy, bądźcie kreatywni. Niech Wasze zaangażowanie nie kończy się wraz z pójściem dziecka do przedszkola, a tym bardziej szkoły… Przypomnijcie sobie czasy szkolne i uczcie dzieci tak , jak sami kiedyś chcieliście być uczeni 🙂

 

 

Bibliografia  1, 2, 3, a szczególnie polecam Wam ten artykuł – 4

Facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail
  • Niestety, dla mnie szkoła to najsłabsze ogniwo, które zabija kreatywność. Nasz system szkolnictwa nie jest ukierunkowany na rozwijanie indywidualnych talentów dziecka, a na przycinanie wszystkich do jednego poziomu :/

    • Nędza, wiem…Pozostaje pytanie czy naprawdę nic nie można z tym zrobić…Albo inaczej, pewnie można, ale wszystkim musiałoby się chcieć – od Ministerstwa począwszy, przez nauczycieli, na Rodzicach kończąc…

  • Niestety szkoła jest nudna…Taka prawda! Sama liczę na to, ze mózg nie potrzebuje stymulacji 24/7 i że jak już robimy cos kreatywnego z dziećmi to możemy postarać się być kreatywnymi…To nawet dla nas samych lepsze podejście, bo malowanie kredkami, tak codziennie, nie jest zbyt ciekawym zajęciem…A tak to podejdziemy do sprawy zadaniowo i trochę się nam codzienność urozmaici:P

    • Mirka Smrek

      Ważne jest też to, żeby dziecku nie truć o ocenach – z każdego przedmiotu masz mieć 5! Szczególnie przy testowym podejściu do wiedzy…

  • Dzięki:P

  • Miśka33

    Grunt to umieć odkryć talent dziecka. Moja Ania na pozór niczym się nie interesowała, ale kiedy zorganizowali w przedszkolu warsztaty lizakowe modrasova, okazało się, że małą ciągnie do cukiernictwa. Nie mogła wyjść z zachwytu, że umiała zrobić własnoręcznie lizaka, a teraz sama mnie namawia, żebyśmy razem upiekły i przystroiły ciasteczka. Chyba wyrośnie na cukiernika. Ciekawe, że ją to interesuje, bo nikt w rodzinie nie miał dotychczas takich zapędów.

  • Czesia

    Masz rację, człowiek powinien zadbać sam o swoje dzieci, bo na system edukacji nie ma co liczyć. Zwróciliście uwagę, że tak naprawdę dzieciaki nie robią tam nic sensownego. Komu w dorosłym życiu przydały się sinusy i cosinusy? Chciałabym, żeby moje dziecko potrafiło robić coś wartościowego, a nie zakuwało podstawę programową. Zapisałam moją starszą córkę na kurs szybkiego czytania do szkoły edu. Myślę, że dzięki temu Monika będzie mogła rozwijać, bo przyda jej się to w przyszłości. Często jak coś robię w kuchni, biorę dziewczynki do pomocy. Dla mnie liczą się prawdziwe umiejętności, a nie stopnie na świadectwie.