Prawdziwy Dzień Świra z Powodu pewnej Pani, młodzieży i facetów!

28 Mar 2017

Wczorajszy dzień zdecydowanie mogę wrzucić do kategorii „Dni Świra”. Poniedziałek sponsorowały ludzka głupota, brak myślenia i totalne zobojętnienie! A o pranku nic nie zapowiadało, że dzień będzie jak nie z złego snu o dziwnych ludziach…

Nic mnie tak nie denerwuje jak ludzka głupota. Tylko proszę nie mylić głupoty z brakiem inteligencji. I naprawdę, gdy jestem postawiona w sytuacji, w której ktoś robi coś absolutnie dla mnie niezrozumiałego i nierozumnego to wpadam w wewnętrzną złość. Budzi się wtedy moja wewnętrzna zołza…I potrafię, oj potrafię, w myślach rzucić wiele przykrych słów. Na szczęście naprawdę trzeba się wysilić by moja wewnętrzna zołza została wypuszczona na światło dzienne. Dziś pewnej Kobie się to udało, ale po kolei…

Ach! Ta dzisiejsza młodzież!

Zakupy. Czynność zwyczajna, niemalże codzienna. Jednakowoż każde niemal wyjście na zakupy obfituje w jakieś niezwykłe doświadczenie lub odkrycie. Dziś zostałam wręcz zmiażdżona tym jaka jest ta „dzisiejsza młodzież”.W tym słonecznym dniu przekonałam się też, że to nasza przyszłość – fast foody.

Mój syn poprosił mnie o ugotowanie żurku, bo to jego ulubiona zupa. Jako kochająca Mama, postanowiłam kupić białą kiełbaskę wędzone żeberka i zakwas i ugotować ten wyproszony żur. Nie mogłam jednak znaleźć zakwasu na sklepowej półce… Całe szczęście, ku mojej wielkie uciesze, obok Pani Pracownica Sklepu układała towar na półkach. Zapytałam ją o zakwas na żurek, a Pani ta, bardzo młoda dziewczyna, popatrzyła na mnie jak na wariatkę i powiedziała(uwaga!): „nie rozumiem o co Pani chodzi”. Po czym zadała pytanie „czy o to Pani chodzi?” i zaprowadziła mnie (uwaga!) do półki z żurkiem w proszku…Co ciekawe, druga Pani Pracownica Sklepu, równie młoda, także nie miała pojęcia co to jest „zakwas”. Uratowała mnie przed kompletną utratą wiary w ludzi kierowniczka sklepu, która wskazała mi tajemniczy produkt, którego szukałam. Leżał tuż obok sosu sojowego i mleka kokosowego…Taki egzotyczny to składnik ten zakwas

Co Ty byś zrobił?

Kiedy stoi w pobliżu Kobieta z dzieckiem to niemal pewne, że dziecko prędzej czy później coś upuści. Dziecku zawsze upada zabawka czy smoczek. Bez względu na to czy Mama dziecka może czy nie może owej upadłej rzeczy podnieść, ja rzucam się szczupakiem na pomoc i nurkuję po tę zabawkę czy smoczek. To dla mnie odruch bez warunkowy, najnaturalniejszy w świecie. Ot takie bezinteresowne niesienie pomocy, taki akt wsparcia z mojej strony. Piszę to celowo z przekąsem, lekko ironicznie. Ponieważ schylenie się po tego smoczka absolutnie nic mnie nie kosztuje.

Dziś jednak poznałam co to znaczy prawdziwe lenistwo, olewactwo i marazm duchowy. Para zblazowanych nastolatków, ze smętem na twarzy i całkowitą obojętnością na otaczający ich świat, nie podniosła kluczy, które upadły mojej B. Wiecie, to nie to, że ciężko mi było się po nie schylić, ale cała sytuacja miała akurat miejsce w kolejce do kasy – ja wyciągałam zakupy z wózka, a klucze spadły wprost pod nogi tejże „pełnej życia” parki, po drugiej stronie wózka…Ja na ich miejscu podniosłam bym klucze automatycznie, oni ani drgnęli. Ba! Z zaciekawieniem patrzyli jak ja przeciskam się między wózkiem, a regałem z gumami do żucia by klucze podnieść…Ja tam nic nie straciłam, oni musieli nieco dłużej poczekać…To nie tragedia, fakt! Ale nico przygnębił nie fakt, że młodzi ludzie są tak zobojętnieni, bez emocji, bez empatii, odruchu niesienia pomocy i uśmiechu, zaprogramowani na jedzenie, spanie i klikanie na i-phonie…Taki dramat trochę. Jak z filmu o Zombie, albo z prozy Kinga…

 

888888888

Baba za kierownicą

Jestem typowym Kobietą-kierowcą – dobrze jeżdżę samochodem, ale  na trasach, które mam rozpracowane w najmniejszym szczególe i znam kodeks drogowy…Trasy do sklepu, do piekarni, do przedszkola, do Kościoła, do pasmanterii, do pizzerii, na basen, na pocztę  mogłabym przejechać z zamkniętymi oczami. Nawet trasę Ustroń-Kraków opanowałam. I choć może nie mam jakoś świetnego refleksu i nie wiem czy udało by mi się wyjść z poślizgu bez walnięcia w drzewo to wiem, że jeżdżę przepisowo!  Nie ma się co oszukiwać, byłam jestem i już zawsze będę kujonem. Dlatego baaardzo denerwuje mnie kiedy to facet zrobi coś absolutnie nie zgodnego z przepisami, z kodeksem normalnym, najprawdziwszym, a uważa i daje temu wyraz, że jestem kiepskim kierowcą.

Dziś „miłe słowo” usłyszałam od pewnego Pana, który to doszedł do wniosku, że wymusiłam pierwszeństwo. Nie dość, że obdarzył mnie komplementem dotyczącym mojej inteligencji  (powiedział wprost, że jestem głupia – ha! Ha! Ha!), to jeszcze demonstracyjnie stukał się w czoło i wymachiwał rękoma. Chyba wychodził z założenie, że jestem na tyle głupia, że mowy ludzkiej nie rozumiem… Problem polegał na tym, że ja jechałam zgodnie z przepisami. Nie będę wdając się w szczegóły –  generalnie skręcaliśmy w tę sama stronę, tylko, że on wyjeżdżał z parkingu marketu (więc uczestnikiem ruchu nie był – heloł!) , a ja zjeżdżałam z głównej drogi.

Bardzo nie lubię tego takiego ględzenia, że baby to fatalni kierowcy. Oczywiście zdarzają się Kobiety, które rzadko jeżdżą samochodem i nie mają szansy wyrobić sobie dobrych nawyków,reakcji, by się „obcykać” z manewrami i one może rzeczywiście mistrzami kierownicy nie są, ale nie można tak bezczelnie uogólniać! Pod tym względem naprawdę 80% facetów to szowiniści!!

A już najbardziej mnie wkurza kiedy parkuję i mam męską widownię. Faceci chyba podnoszą z ziemi swoje ego, kiedy patrzą jak Kobieta nie radzi sobie elegancko i płynnie z kopertą w centrum miasta. Zawsze jeden lub dwóch facetów stoi i patrzy, patrzy i napawa się faktem „że taka kopertę to ON robi NA RAZ”…Jak dla mnie to dość żałosne, bo ja nie stoję nad żadnym chłopem i nie gapię się jak nieudolnie wybiera w markecie proszek do prania, alb mięso na gulasz, że o prasowaniu koszul już nie wspomnę… Podobnie jak nie wspomnę o tych wszystkich facetach, którym zdarzyło się zaparkować pod moim domem jakby byli krową – na środku naszej osiedlowej drogi wewnętrznej, tak że nie mogłam ich minąć i przejechać…Nie lubię tego stwierdzenia „baba za kierownicą”…

 

**********

Na koniec zostawiłam Wam prawdziwy HIT!

Zawszę staję w obronnie emerytów. Uważam, że mieli w życiu ciężej niż my  i staram się bardzo ich szanować i pomagać, WSZYSTKIM. Dziś na Poczcie spotkałam się jednak z Kobietą, która swoich zachowaniem szarga dobre imię „emerytów”.

Poszłam na Pocztę z małą B. Jak zawsze obładowana paczkami dla Was. Jak zwykle ustawiłam się w niewielkiej kolejce. W tejże chwili na oddział poczty weszły dwie starsze Panie – jedna o lasce, druga wparta o balkonik. Jedna z Pań oczywiście poprosiła bym ją przepuściła w kolejce (nie ma znaczenia fakt, że jestem z dzieckiem…?). Często tak się dzieje, bo zwykle paczek mam sporo i ich ilość przeraża tych stojących za mną. Nie ma żadnego znaczenia fakt, że paczki są zaadresowane, bloczki na polecone wypisane, że są poukładane w kolejności, a pieniądze przygotowane i cała akcja zwykle trwa jakieś -5-7 minut (w końcu na pocztę przyszłam z dzieckiem, więc dbam o szybkie i sprawne załatwienie sprawy). Dla innych ważne jest to, że paczek mam więcej niż „jedno tylko awizo”…Oczywiście przepuszczam starsze Panie w kolejce,  niech mają poczucie, że społeczeństwo o nie dba

[Choć krzesełek do siedzenia jest dość i nie jest to zwykle „tylko jedno awizo” –  w standardzie jest to, że jedno tylko awizo należy do córki tejże Pani, że Pani nie ma dowodu osobistego córki, że adres inny i że w ogóle paczki nie ma i trzeba jej szukać na zapleczu, bo na poczcie kwitnie już prawie dwa tygodnie…A tak w ogóle to gdzie jest córka tej Pani chodzącej z balkonikiem? W szpitalu? I dlatego sama nie odbiera paczki i robi to jej Mama z balkonikiem..?]

Pani-Samo-Zło

Druga Pani natomiast przykuwała uwagę, bo z oczu patrzyło jej czyste zło. Rozsiewała wokoło siebie aurę nienawiści, którą odczuwali wszyscy – Pani w okienku, Mąż tejże Pani, a w końcu także i ja i mała B.

Wyobraźcie sobie, że siedzę na poczcie już około 15 minut. Bianka jako dziecko – wulkan energetyczny, już chodzi po ścianach i wynajduje tam lizaka. Skutkuje to jej marudzeniem, że chce lizaka. Ja oczywiście tłumaczę, że za chwilę, że Pani w okienku nam da, że musi poczekać itd. Ale moje tłumaczenia na nic się zdają. Trzylatki mają swoje prawa i swoją nieopisaną hardość. Wszystkie Mamy na pewno wiedzą o czym piszę – foch to foch i już, czasami nie jesteś w stanie tego przeskoczyć.

Jednocześnie muszę podkreślić, iż Bianka nawet nie zahaczyła o poziom histerii, czy szału, było to jedynie lekko irytujące marudzenie w granicach rozsądku. Po jakiś 3-4 minutach biankowego marudzenia Pani-Samo-Zło nie wytrzymała i naskoczyła na mnie słowami – „niechże Pani coś zrobi z tym dzieckiem! Tu ludzie pracują, a Pani dziecko im przeszkadza”. Jako osoba nieczuła na takie akty i pewna wyrozumiałości odpowiedziałam, że jeśli Pani w okienku by to przeszkadzało to sama by mnie poprosiła o uspokojenie dziecka i że adwokata nie potrzebuje i że ja też pracuję, a dziecko jest małe i jeszcze nie zawsze rozumie, że nie wolno się tak zachowywać. Na co usłyszałam „a to nie może jej Pani dać tego lizaka?” – usłyszałam. Pozostało mi tylko uargumentować swoje zachowanie odpowiedzią, że ja swoje dziecko wychowuje, a nie rozpieszczam i nie zawsze dostaje to co chce i od razu, na co usłyszałam odpowiedź:  „Mnie takie rzeczy się nie zdarzały”. Lekko zirytowana brakiem szacunku do siebie i własnego dziecka, odpowiedziałam, że w czasach tejże Pani Kobiety w ciąży, albo z małymi dziećmi były przepuszczane bez kolejki, czego w dzisiejszych czasach nikt nie czyni. Pani wręcz oburzona moim „gówniarskim” komentarzem powiedziała, że w jej czasach dzieci nie płakały. To było moment, w którym straciłam wiarę w sensowność tej rozmowy i „zamknęłam się w sobie” 🙂 . Humor poprawiła mi Pani w okienku, która przeprowadziła szczerze przyjacielską rozmowę z Bianką na temat koloru lizaka i na odchodne powiedziała, że zaprasza nas znowu. Tak bardzo jej przeszkadzałyśmy w pracy…

Ale na koniec wisienka na torcie!

Pani-Samo-Zło w pewnym momencie zaczęła krzyczeć na swojego Męża, że źle przykleił znaczek na kopercie i (uwaga!!!) uderzyła go w głowę. Normalnie go strzeliła w łysinę! Pac! Przy wszystkich obecnych na oddziale pocztowym! Przynajmniej wiem, dlaczego w jej czasach dzieci nie płakały, bo były bite i się jej bały…masakra! Mnie i wszystkim obecnym na poczcie opadł szczęka, a ja sama w dniu dzisiejszym straciłam nieco wiarę w ludzi i świat. Quo Vadis świecie…?

****************

Naprawdę na co dzień staram się być wyrozumiała, dbam o to by stawiać się na miejscu tej drugiej osoby, rozumieć i nie wtrącać się w sprawy innych ludzi, ale czasem naprawdę rozstrajam się i opadają mi ręce. Można oczywiście bronić się znieczulicą i obojętnością na innych , na świat, jednak mam wrażenie, że im częściej zakładamy tę maskę zobojętnienia tym bardziej upodabniamy się do tych ludzi-warzyw, ludzi bez emocji, bez szacunku, bez miłości…Dlatego życzę Paniom w sklepie by kiedyś nauczyły się gotować żurek, młodym ludziom życzę dzieci i całej bandy chętnych do podnoszenia smoczków sklepowych pomocników, Panu kierowcy cieszenia się wiosną i dystansu, a Pani-Samo-Zło miłości, do Męża i dzieci przede wszystkim!

A Wam pięknej wiosny i radości z małych rzeczy!

Buziaki!

Facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail
  • Super dzieciaczki

    Co to zakwas 😀 Ubawiłam się aczkolwiek przypomniało mi to moją pierwszą małżeńską zupę. Barszczyk z proszku wsypałam na talerz i zalałam wrzątkiem 😀 Zupa gotowa 🙂

  • Argumenty „za moich czasów dzieci nie płakały, nie marudziły” itd. zawsze najbardziej podnoszą mi ciśnienie… Kiedyś jednej miłej pani odpowiedziałam, że pewnie za jej czasów dinozaury chodziły po ziemi, ale nie zrozumiała aluzji. W sumie to nawet mnie to nie zdziwiło 😉

  • Aniola Triplets-Adventure

    o kurcze… co za dzien, mozna stracic wiare w ludzkosc 😉

  • www.swiattomskiego.blogspot.co

    Haha, współczuję, ale czytało się zabawnie:)
    Co do jazdy ja też jestem świetnym kierowcą,tylko odkąd urodziłam pierwszego syna i jeżdżę rzadziej to również mam pewne trasy opanowane do perfekcji;) a trasę krk-ustron, a nawet za Ustroń w gory tez mam opanowaną;)

  • sa dni kiedy nic sie nie dzieje. Po czym nadchodzi dzień kiedy stać sie może wszystko 🙂

  • No ni znosze tych staruszek, które na sam ich widok widac, że pałają żądzą mordu! Zblazowane, rozleniwione młode osoby….ja sie chyba starzeje, ale wszędzie widze taką młodzież 🙁

  • poruszyłaś mnóstwo tematów, sama nie wiem, do którego się odnieść…myślę, że dzisiaj żyjemy w czasach, w których liczy się błyskawiczne działanie, dlatego jak żurek to z paczki…swoją drogą, gdybyś cofnęła się bardziej w czasie, zakwas przygotowywałabyś sama 😉 ale to tak na marginesie. poza tym wiele osób zwyczajnie nie myśli, nie ma w sobie odruchu niesienia pomocy…podobno to norma, że mało kto pomaga kobiecie z wózkiem, gdy wchodzi do autobusu…to co wymagać, by schylać się po przedmiot, który upadł

  • naszebabelkowo.blogspot.com

    Faktycznie, sporo tych nieprzyjemnych sytuacji jak na jedną osobę. Ja pewnie nie byłabym tak uprzejma wobec Pani-Samo-Zło, ponieważ na chamstwo reaguję chamstwem i ciętą ripostą.

    Natomiast akurat sytuacja z żurkiem mnie jakoś specjalnie nie razi. Sama też robię z torebki – i nie uważam żebym w związku z tym traciła coś bardzo istotnego z życia 😉 Nie każdy musi umieć gotować żurek – i nie każdy tego pragnie, uwierz mi 🙂