Wyjazd bez dzieci – oczekiwania vs rzeczywistość

2 Mar 2017

Wyobraźcie sobie: wyjazd w góry, na narty, sami bez dzieci, na tydzień, do Włoch… czy już wpadliście w wir marzeń – ach jakie byłoby to piękne? No ja wpadłam… co lepsze mieliśmy takie plany – drugi miesiąc (tydzień) miodowy…. jupiiiii. Tak bardzo się na to cieszyłam, zważając że była to część mojego prezentu urodzinowego. Oczyma wyobraźni widziałam siebie na desce na tle pięknego alpejskiego krajobrazu… i co ? I klops! Jednak nie dane nam było spędzić sielankowego czasu. A dlaczego?…

Tło literackie:

Od 6, słownie SZEŚCIU lat nie wyjechaliśmy wspólnie bez dzieci, zawsze naszym  wyjazdom towarzyszyły nasz małe rozrabiaki. Nasze wspólne wyjazdy były bardzo owocne, zawsze staraliśmy się dostarczyć naszym dzieciakom mnóstwa atrakcji, wrażeń, nowości. Nowe miejsca, różnorakie środki transportu i zawsze inne krajobrazy. I nie były to wyjazdy dla nas męczące – choć wiadomo, że sielanki nie było:). Ale też takiej nie oczekiwaliśmy – wiedzieliśmy, że odkąd urodziły się nasze dzieci – wszystkie nasze wspólne wyjazdy będą podporządkowane właśnie im. To One miały mieć cudne wspomnienia i szczęśliwe dzieciństwo:)

Wyjazd bez dzieci – pierwsze starcie

I jeśli przez pierwsze lata wszystko było super to potem zaczęliśmy odczuwać potrzebę poprzebywania (kilkudniowego) tylko we dwoje. Zaczęliśmy planować, przyszłościowo oczywiście :). Pierwszą próbę podjęliśmy na piątą rocznicę ślubu . Bez szału – zaplanowaliśmy weekendowy wyjazd do Sandomierza. Wszystko zapowiadało się świetnie:

  • dzieci odstawione do babci;

  • babcia dała się przekonać że sobie poradzi, przecież spać nie musi przez te dwie noce:) ;

  • dzieciaki przygotowane (przynajmniej tak nam się wydawało;);

  • hotel klepnięty;

  • atrakcje zaplanowane

JEDZIEMY!

…. tyle, że dzień później. Ola dostała gorączki w piątek wieczorem – chyba z nerwów przed naszym wyjazdem – zapadała decyzja, że przeczekamy noc i zobaczymy co będzie. Następnego ranka wstała zdrowiuteńka w cudownym humorze. Super – godzina 9 wyruszamy! Dotarliśmy na miejsce, rozlokowaliśmy się w hotelu, poszliśmy na kawę, potem zwiedzanie. Z tym że zwiedzanie skończyłam już tylko ja. Nasza córa przekazała choróbsko mojemu mężowi , który resztę naszego wyjazdu spędził w łóżku hotelowym z dreszczami, gorączką 40 stopni i absolutnym brakiem chęci na wszystko. Muszę również dodać że do Męża dołączyłam również ja. Teraz opowiadamy, że nasz wyjazd do Sandomierza spędziliśmy w łóżku w hotelu. Znajomi chyba uważają nas za demony seksu🙂

Wyjazd bez dzieci – podejście drugie

Po naszym pobycie w Sandomierzu – a raczej w łóżku sandomierskiego hotelu, przez długi czas temat wspólnych wyjazdów był tematem TABU:). Ale czas goi rany i postanowiliśmy wyjechać na narty. Nie byle gdzie bo w Alpy do Włoch. I to na TYDZIEŃ. Gdy klamka zapadła targały mną naprzemienne uczucia: strachu, szczęścia, przerażenia, podekscytowania, obawy, radości…

Mniej więcej tak wtedy funkcjonował mój mózg: Extra, góry, śnieg, snowboard -> ale kurczę to przecież 1000 km -> ale całkiem sami na wakacjach-> ale dzieci same przez cały tydzień -> ale jednak są już duże ->ale jeśli nie będą spać -> ale przecież dziadkowie sobie poradzą -> ale……   i tak od świtu do nocy.

I nadszedł czas wyjazdu oto czego oczekiwaliśmy kontra rzeczywistość, która potrafi dopiec:)

PODRÓŻ

Oczekiwanie:  Miała być miła atmosfera, piękne słońce w trakcie podróży, niczym niezmącony spokój

Rzeczywistość: Zaraz po wyjeździe z Polski dostaliśmy informację, że brat mojej mamy wylądował szpitalu w poważnym stanie. W związku z tym liczyliśmy się z tym, że w każdej chwili dostaniemy informację o powrocie. Radość z wyjazdu była jakby mniejsza, choroba wszak nie jest radosnym tematem.

Słońce za to było – do granicy z Włochami! Potem pojawił się prószący śnieg, padający śnieg, zacinający śnieg, który ostatecznie przerodził się w śnieżycę! Co wtedy myśleliśmy „Ku..a dlaczego nie wzięliśmy łańcuchów na koła” 🙂 Podróż miała trwać jakieś 9 godzin, trwała trzy godziny dłużej. Z czego ostatnie dwie spędziliśmy jadąc jakieś 10km/h serpentynami w lesie – miałam strach w oczach i pełne gacie:)

 

POGODA

Oczekiwanie:

Słonecznie:)

Rzeczywistość:

Śnieżyca która nas dopadła w trakcie podróży, utrzymała się przez cały poniedziałkowy dzień – z szusowania nici. Kolejne dni były słoneczne, ale napadało 50 cm śniegu więc wyratrakować się tego porządnie nie dało. We wtorek do 12 jeździło się fantastycznie – potem już zrobiło się dużo muld i jazda była niezbyt przyjemna. Kolejne dni ok, choć z planowanych na stoku pięciu dni zrobiło się dla mnie tylko trzy.

DZIECI

Oczekiwanie:

Grzeczne, radosne dzieci, nie sprawiające większych problemów:) Tęskniące umiarkowanie i zdrowe.

Rzeczywistość:

Prawie wszystko było zgodne z oczekiwaniami, prawie bo zdrowe to one nie były. Ola dostała jakiejś 40 stopniowej gorączki, po dwóch dniach gdy jej już przeszło takową dostał Jaśko. Skończyło się na wizycie u lekarza i antybiotykach (kurde pierwszych w życiu naszych dzieci!). Poza tym naprawdę było super! Dzieciaki nie sprawiały większych problemów, ładnie spały, jadły (ale u babci to akurat priorytet;)) i nie płakały z tęsknoty:).

POBYT

Oczekiwanie:

Wylegiwanie się w łóżku do późna, wieczorne wyjścia do knajpeczek, spacery i zwiedzanie okolicznych miejscowości. Dużo jedzenia i alkoholu:)

Rzeczywistość:

I tu największe rozczarowanie. Dzieciaki zaraziły nas jakimś paskudnym choróbskiem. Właściwie  ¾ naszego pobytu spędziliśmy w łóżku (coś Wam to przypomina:)), resztę czasu na stoku! Tak, tak – chorzy na stoku! Nie po to dryłowaliśmy 1000 km, żeby nie skorzystać z możliwości jazdy na nartach czy snowboardzie! Oj nie! Więc wyposażeni w tuzin opakowań chusteczek higienicznych, środki przeciwbólowe i krople do nosa – spędzaliśmy, wśród surowych spojrzeń innych, cudowne chwile na stoku;). A potem do hotelu i do łóżka, kolacja i znowu łóżko:). W żadnej knajpce nie byliśmy, nie wypiliśmy kropli alkoholu, spacerów nie było wcale – właściwie to ja nawet nie wiem jak Predazzo wygląda:).

 

 

 

Tak mniej więcej wyglądał nasz cuuudowny wypad tylko we dwoje:). I wiecie co – było naprawdę super! Wyspałam się za całe ostatnie 6 lat, dzieci świetnie się bawiły, mimo choroby. Dziadkowie mimo zmęczenia też nie sprawiali wrażenia jakby chcieli całkowicie zerwać z nami kontakty. Co prawda na razie nie planujemy wyjazdów tylko we dwoje. Perspektywa kolejnej choroby nie jest zbyt zachęcająca:). Generalnie muszę Wam powiedzieć, że mimo wszystkich tych niedogodności jesteśmy pozytywnie zaskoczeni – a czym? A tym że nasze dzieciaki cały ten czas naprawdę baaardzo dobrze zniosły – zważając, iż był to ich pierwszy tak długi pobyt bez rodziców. I to nastraja nas pozytywnie – że się da:) Choroby to drugorzędna rzecz – leżenie w łóżku w przypadku rodziców to też przecież LUKSUS!

 

A wy wyjeżdżacie czasem bez dzieciaczków? Przytrafiają Wam się takie niespodzianki jak nam? I jak dzieciaki to znoszą?

Facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail
  • To zazwyczaj jest tak, że wakacje, czy z dziećmi, czy bez, są trochę tak w krzywym zwierciadle. 😀 Ale i tak potem się wspomina cudownie i w samych superlatywach. Ale z tymi chorobami to macie niefart… :/

    • No chyba lepiej nie nazwałabym naszych wyjazdów „w krzywym zwierciadle” w 100% oddaje ich obraz:). A tak na serio – patrzymy na to z dużą dozą humoru – jest w każdym razie o czym opowiadać:) ale oczywiście nikomu nie odradzamy:)

  • Mnie jeszcze się wyjazd bez dziecka nie zdarzył, ale jakoś i nie bardzo mnie do tego ciągnie 😉

    • Każdy funkcjonuje inaczej:) Ja niestety zaczęłam odczuwać taką potrzebę – co nie znaczy że każdy będzie potrzebował takiej odskoczni:)

  • Jeszcze nie wyjechalam nigdzie bez córki, ale wiem, że nie dałabym rady! Rzadko wyjeżdżamy, więc tym bardziej nie odmówiłabym tego młodej 🙂 Wyjazd kiedy dziecko jest chore…to może zepsuć całą atmosferę 🙁

  • Takie życie 🙂 choć podobne akcje można też mieć w trakcie wyjazdu z dzieckiem 🙂